Witam was moi mili, po dooość długiej nieobecności na tym blogu. Jak sam tytuł wskazuję przenoszę to opowiadanie na wattpada. Postanowiłam, je poprawić i większość zmienić nie tylko w fabule ale i w postaciach, dlatego osoby zainteresowane tym opowiadaniem zapraszam TUTAJ. I to tyle. Oczywiście bardzo dziękuje wszystkim, którzy przeczytali tę wersję i przepraszam za braki jakichkolwiek rozdziałów z mojej strony.
wyświetleń
Info
wtorek, 19 września 2017
wtorek, 1 listopada 2016
Rozdział 14
„
Ania”
Ciemność.
To jedyne co przy mnie było. Cisza. To jedyne co mogłam usłyszeć.
Chłód. To jedyne co mogłam poczuć. Oraz pustka. Pustka, która
tkwiła w mojej głowie. Jedyne o czym potrafiłam myśleć to
przypomnienie sobie jednej rzeczy, jednego imienia, które zostało
zapomniane.. Tylko czemu czuje, że wiem jak ono brzmi? Dlaczego
czuje, że znam go od tak dawna? Co tak naprawdę zostało
zapomniane? On czy jego imię? A może tak naprawdę on nie ma
imienia i jedynie się ze mną bawi? Ale nie mogę tak bezczynnie
dryfować po tej nicości i nic nie robić! Przecież nawet nie wiem
ile dni już tak leże! A co jeśli za chwilę mogę umrzeć? Co
jeśli mój czas skończy się właśnie teraz? Lub czy z moimi
przyjaciółmi wszystko w porządku? Jak oni sobie radzą? Nic im nie
grozi? A może przeze mnie wpadli w jakieś kłopoty?! Miałam wielką
ochotę uderzyć głową o jakiś mur i walić nią tak długo aż
nie wróciłaby mi pamięć! Tak bardzo chciałabym kogoś z nich
zobaczyć. Nawet tego idiotę Zenkiego.. Ech. Zamknęłam oczy,
pozwalając by ciemność znów przejęła nad moim ciałem
panowanie. Znów byłam sama. Pogrążona w swoich myślach,
zmartwieniach.. Tak było zawsze. Odkąd pamiętam, zawsze radziłam
sobie ze wszystkim sama. Nie oczekując zrozumienia, współczucia,
pomocy czy też życzliwości. Ciekawe czy kiedyś pragnęłam czegoś
innego? Co było powodem tej zmiany? Przecież kiedyś musiałam
pragnąć czegoś innego.. Aghr a kto to niby może wiedzieć?! Bo na
pewno nie ja skoro nie mogę sobie przypomnieć nawet zwykłego
imienia! Aght to kapanie wody jest takie wkurzające... Zaraz,
chwila, co? Kapanie wody!? Otworzyłam oczy, podnosząc się i
nasłuchując. A gdy odnalazłam stronę z której pochodził dźwięk,
ruszyłam w tamtym kierunku, zaciekawiona tym co mogę tam spotkać.
Z każdym postawionym krokiem przyśpieszałam, pragnąc jak
najszybciej zaspokoić moją ciekawość. Jednak z każdym krokiem
powierzchnia, po której stąpałam zmieniała się a ja nie
wiedziałam, na co mogę w każdej chwili natrafić.. W tej chwili
mogę stwierdzić iż czuje się jak Alicja w krainie czarów. Tam
nigdy nie wiadomo co się spotka. Tak samo jest tutaj.. Agrh ile bym
dała za głupią latarkę! Zacisnęłam dłonie i zdziwiłam się
czując coś ciężkiego w lewej dłoni. Po chwili ogarnęłam co to
jest a mianowicie..
- Latarka..?-zatrzymałam się. Chwila, skoro pomyślałam o latarce a ona pojawiła się w mojej dłoni, to znaczy że mogę wyobrazić sobie wszystko co chce? Warto spróbować. Zamknęłam oczy, skupiając się na dźwięku spadających kropli wody oraz ścieżce wyłożonej lampkami, która prowadzi do wody. A chwile później otworzyłam oczy i spojrzałam do dołu. Na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech a po chwili ruszyłam przed siebie i niczym Dorotka trzymałam się złotej ścieżki. Z każdym krokiem odgłosy stawały się głośniejsze a do moich nozdrzy dochodził zapach mchu i wody. Przyśpieszyłam kroku i nie wiedząc kiedy wpadłam do jeziora. Próbowałam wypłynąć na powierzchnie, jednak coś trzymało mocno moją nogę. Szarpałam, chcąc ją wyrwać, jednak z każdym gwałtownym ruchem traciłam z moich płuc powietrze. Aż znów ogarnęła mnie ciemność oraz paraliż. Chciałam krzyczeć, prosząc o ratunek, o ratunek który prawdopodobnie nigdy nie nadejdzie. Spróbowałam otworzyć oczy, by móc zobaczyć ostatni widok przed moją śmiercią, lecz tym co widziałam było odbijające się gwieździste niebo oraz potężne drzewo wiśni, którego płatki tańczyły na wietrze, pobudzając wodę do tańca. Spróbowałam poruszyć ręką, pragnąc złapać się czegokolwiek, jednak na nic to się stało. Z każdą sekundą, spadałam coraz niżej, a powietrze uchodziło ze mnie jak z jakiegoś balonu, szybko i zabierając ze sobą resztki świadomości. Ostatnie co widziałam była to dłoń zaciskająca się na moim gardle a później jedyne czego byłam pewna to ciemność... Czułam jak coś ostrożnie łaskocze mnie po twarzy, co doprowadziło mnie do lekkiego chichotu. Zmarszczyłam nos, ostrożnie otwierając oczy. Niebo, które widziałam było przepiękne. Mieniło się tyloma pięknymi barwami, spowodowanymi przez delikatny deszcz jak i zachód słońca. Czyli to musi być nieba.. Jeśli takowe istnieje. Jeśli nie to niby gdzie jestem? Co się tak naprawdę ze mną stało? Czy tamto co miało miejsce oznaczało mój koniec? Moje serce przestało bić, nawet nie próbując walczyć? Heh. Cóż za ironia. Gdy straciłam rodzinę i nie myślałam, że jest jakieś inne życie, to z pewnością cieszyłabym się z tego co się teraz dzieje, a teraz? Tak bardzo chce by to wszystko okazało się kłamstwem, tylko dlaczego. Może ja naprawdę już przegrałam ten zakład? Nie, raczej nie.. Chyba chodzi tu o zainteresowanie tym światem oraz odkryciem tego kim tak naprawdę jestem.. Jaka dziecinada. Ale to jedyne rozsądne wyjaśnienie, jakie jest teraz możliwe.. Eh? Zamrugałam podnosząc się do siadu, bo nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Co to za dziecko? I czemu wydaje mi się, że znam na nie odpowiedź... To niemożliwe, prawda. Prawda nie?
- … Złap ją nim czegoś sobie nie zrobi.- powiedział jakiś kobiecy głos, na którego brzmienie moje ciało zareagowało. Przez całe ciało przeszedł mnie dreszcz, ja próbując się uspokoić ostrożnie odwróciłam się do tyłu i ujrzałam jak nieznajomy od zagadki o jego imię biegnie w moją stronę. Chciałam go zatrzymać, jednak ten mnie nie widział. A mnie to zabolało. Spróbowałam wyciągnąć w jego stronę dłoń, lecz na nic się to stało.. Eh, czyli naprawdę umarłam. Nagle ktoś, chwycił mnie za nadgarstek a tym kimś była ta mała dziewczynka, która tak bardzo przypominała mnie samą, gdy miałam pięć lat.
- Psiepasiam, ale kim jesteś? Zgubiłaś się? Jeśli tiak, to nie dobsie... Ah mosie moja mama ci pomosie. Wiesz moja mam widzi pszyszłosc.- powiedziała uradowana a ja nie miałam już żadnych obiekcji. To naprawdę byłam ja.
- Nazywam się Ania i zgadłaś. Zgubiłam się. A ty jak się nazywasz?
- Ja teś Ja teś jestem Ania... Mamuś! Mamuś! Pać, pać. Ta pani ma tak samo na imię co ja!- krzyczała ciągnąc mnie za sobą, a moje z każdym krokiem biło szybciej. Bałam się, bałam się tego kogo ujrzę i czy naprawdę będę w stanie ją rozpoznać.. Nagle się zatrzymałyśmy,moja młodsza wersja mnie puściła i pobiegła w ramiona kucającej kobiety, która chwyciła ją w żelazny uścisk , nie pozwalając jej znów uciec. Przyjrzałam jej się. Kobieta miała krótkie, brązowe włosy oraz tego samego koloru oczu.. Nie raczej jej oczy przypominały płynącą czekoladę, która łagodzi wszystkie trudy życia. Była niska, ale wyższa ode mnie tak gdzieś o pół głowy jak i była dobrze wysportowana.
- Kim jesteś? I czego tu chcesz.- powiedziała melodyjnym głosem, przepełnionym chłodem i wrogością. A ja już się nie powstrzymywałam. Upadłam na kolana, pozwalając łzą polecieć w dół mojej twarzy. Na jej twarzy pojawił się szok i nagle cała wrogość uciekła.
- Niech mi pani powie kim tak naprawdę jestem. Niech pani powie mi czego tu szukam oraz gdzie ja tak naprawdę jestem! Wszystko co mnie do tej chwili spotyka to samo nieszczęście. Pewnego dnia wszystko w co wierzyłam legło w gruzach a teraz nawet nie wiem czy ja tak naprawdę żyje! Błagam, pomóż mi.. mamo... Bo jesteś nią, prawda? Przecież trzymasz mnie w ramionach.. tak więc powiedz mi kim tak naprawdę jestem, bo inaczej nigdy nie będę mogła zrobić kroku na przód... Proszę pomóż mi..- powiedziałam płaczliwym głosem, pragnąc tylko poznać prawdy...
- Pani, proszę podać mi panienkę lub wydać rozkaz na pozbycie się tej wariatki.
- Luxi- buxi!- krzyknęła pięciolatka, wyrywając się z ramion matki i podchodząc do nieznajomego.
- Lux opanuj się. I przypilnuj małej.- poprawiła włosy, kierując się w moją stronę i kucając przede mną.- Mogę cię dotknąć?- spytała a ja dalej płacząc pokiwałam głową. Po chwili poczułam jej delikatną dłoń ścierającą łzy z mojego lewego policzka oraz zobaczyłam, coś wydawało mi się niemożliwe. A mianowicie całe jej życie jak i moment jej śmierci. Chciałam krzyknąć, jednak zakryła mi usta nim wydobyłam jakikolwiek dźwięk. Posłała mi spojrzenie mówiące bym nie krzyczała, po czym odsłoniła moje usta.
- Ty.. ale jak..
- Witaj kochanie.. Jak to możliwe? Twoja dusza wróciła do przeszłości, a to jest nasze drugie spotkanie. Ponieważ pierwsze było w mojej wizji.. Ach nie miałam pojęcia, że wyrośniesz na taką piękną dziewczynkę..
- Czemu.. Czemu mnie zostawiliście i wymazaliście wspomnienia?.. Prze..przecież zrozumiałabym, na pewno.. więc proszę.. powiedz mi mamo..- wyjąkałam na co ta jedynie mnie do siebie przytuliła, głaszcząc opiekuńczo i łagodnie po włosach.
- Przepraszam, jednak teraz jesteś na tyle dorosła by to zrozumieć. Odpowiedz mi na jedno proste pytanie skarbie. Co byś zrobiła, gdybyś przewidziała śmierć swoich najbliższych? Sama byś za nich umarła, im dając szanse na przeżycie. Jednak ci, którzy chcieli tej śmierci chcieli mnie i twojego ojca, o tobie nic nie wiedzieli. Dlatego wymazałam wszystkie twoje wspomnienia, dając ci jako opiekuna w tym całym świecie Luxa. Jednakże wygląda na to, że nie do końca dobrze to wszystko rozegraliśmy z twoim ojcem, dlatego wybacz nam to skarbie. Och i taka mała rada. Nie walcz z twoją prawdziwą naturą, po prostu ją zaakceptuj, dobrze?
- Ddobrze.. ale czemu ty..
- To pożegnanie kochanie. Może spotkamy się jeszcze kiedyś, gdy nauczysz się wracać do przeszłości.. I pamiętaj o jednej rzeczy. Zawsze cię kocham, skarbie..
- Ale.. mamo. Ja nawet nie wiem jak...
- Akane. Moje panieńskie nazwisko Onodera Akane...
- Akane.. to piękne imię mamo.- powiedziałam uśmiechając się przez łzy. Odpowiedziała mi tym samym, składając pocałunek na moim czole, po czym schowałam swoją twarz w jej brzuchu. Powoli czułam jak moje ciało traci nad sobą panowanie, jak z każdym oddechem staje się cięższe a ja nie mogę nic z tym zrobić. Po chwili wiatr przybrał na sile a ja stałam się jedynie płatkami kwiatów na wietrze. Chciałam krzyczeć, by mnie zostawili przy niej, by oddali mi tamte czasy gdy byłam szczęśliwa, jednak nic takiego nie nastąpiło. Wszystko wyglądało tak jakby cały świat był przeciwko mnie... Zebrałam w płuca wszystkie resztki swojej siły, cały swój gniew, frustracje, samotność oraz smutek i...
- LUX!!- wykrzyknęłam w nicość mając nadzieje, że on jako jedyny pozostanie przy mnie, usłyszy i poratuje. Jednak nic nie nadchodziło, a ból w moim sercu był z każdym uderzeniem bardziej bolesny i nie do wytrzymania niż wcześniej... Ktoś przyciągnął mnie do siebie, tuląc ostrożnie i obronnie.
- Nareszcie przypomniałaś sobie o mnie, moja pani. A więc. Jakie jest twoje życzenie?
- Chce żyć, chce żyć i nie bać się tego kim jestem..
„ Narracja trzecioosobowa”
- Latarka..?-zatrzymałam się. Chwila, skoro pomyślałam o latarce a ona pojawiła się w mojej dłoni, to znaczy że mogę wyobrazić sobie wszystko co chce? Warto spróbować. Zamknęłam oczy, skupiając się na dźwięku spadających kropli wody oraz ścieżce wyłożonej lampkami, która prowadzi do wody. A chwile później otworzyłam oczy i spojrzałam do dołu. Na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech a po chwili ruszyłam przed siebie i niczym Dorotka trzymałam się złotej ścieżki. Z każdym krokiem odgłosy stawały się głośniejsze a do moich nozdrzy dochodził zapach mchu i wody. Przyśpieszyłam kroku i nie wiedząc kiedy wpadłam do jeziora. Próbowałam wypłynąć na powierzchnie, jednak coś trzymało mocno moją nogę. Szarpałam, chcąc ją wyrwać, jednak z każdym gwałtownym ruchem traciłam z moich płuc powietrze. Aż znów ogarnęła mnie ciemność oraz paraliż. Chciałam krzyczeć, prosząc o ratunek, o ratunek który prawdopodobnie nigdy nie nadejdzie. Spróbowałam otworzyć oczy, by móc zobaczyć ostatni widok przed moją śmiercią, lecz tym co widziałam było odbijające się gwieździste niebo oraz potężne drzewo wiśni, którego płatki tańczyły na wietrze, pobudzając wodę do tańca. Spróbowałam poruszyć ręką, pragnąc złapać się czegokolwiek, jednak na nic to się stało. Z każdą sekundą, spadałam coraz niżej, a powietrze uchodziło ze mnie jak z jakiegoś balonu, szybko i zabierając ze sobą resztki świadomości. Ostatnie co widziałam była to dłoń zaciskająca się na moim gardle a później jedyne czego byłam pewna to ciemność... Czułam jak coś ostrożnie łaskocze mnie po twarzy, co doprowadziło mnie do lekkiego chichotu. Zmarszczyłam nos, ostrożnie otwierając oczy. Niebo, które widziałam było przepiękne. Mieniło się tyloma pięknymi barwami, spowodowanymi przez delikatny deszcz jak i zachód słońca. Czyli to musi być nieba.. Jeśli takowe istnieje. Jeśli nie to niby gdzie jestem? Co się tak naprawdę ze mną stało? Czy tamto co miało miejsce oznaczało mój koniec? Moje serce przestało bić, nawet nie próbując walczyć? Heh. Cóż za ironia. Gdy straciłam rodzinę i nie myślałam, że jest jakieś inne życie, to z pewnością cieszyłabym się z tego co się teraz dzieje, a teraz? Tak bardzo chce by to wszystko okazało się kłamstwem, tylko dlaczego. Może ja naprawdę już przegrałam ten zakład? Nie, raczej nie.. Chyba chodzi tu o zainteresowanie tym światem oraz odkryciem tego kim tak naprawdę jestem.. Jaka dziecinada. Ale to jedyne rozsądne wyjaśnienie, jakie jest teraz możliwe.. Eh? Zamrugałam podnosząc się do siadu, bo nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Co to za dziecko? I czemu wydaje mi się, że znam na nie odpowiedź... To niemożliwe, prawda. Prawda nie?
- … Złap ją nim czegoś sobie nie zrobi.- powiedział jakiś kobiecy głos, na którego brzmienie moje ciało zareagowało. Przez całe ciało przeszedł mnie dreszcz, ja próbując się uspokoić ostrożnie odwróciłam się do tyłu i ujrzałam jak nieznajomy od zagadki o jego imię biegnie w moją stronę. Chciałam go zatrzymać, jednak ten mnie nie widział. A mnie to zabolało. Spróbowałam wyciągnąć w jego stronę dłoń, lecz na nic się to stało.. Eh, czyli naprawdę umarłam. Nagle ktoś, chwycił mnie za nadgarstek a tym kimś była ta mała dziewczynka, która tak bardzo przypominała mnie samą, gdy miałam pięć lat.
- Psiepasiam, ale kim jesteś? Zgubiłaś się? Jeśli tiak, to nie dobsie... Ah mosie moja mama ci pomosie. Wiesz moja mam widzi pszyszłosc.- powiedziała uradowana a ja nie miałam już żadnych obiekcji. To naprawdę byłam ja.
- Nazywam się Ania i zgadłaś. Zgubiłam się. A ty jak się nazywasz?
- Ja teś Ja teś jestem Ania... Mamuś! Mamuś! Pać, pać. Ta pani ma tak samo na imię co ja!- krzyczała ciągnąc mnie za sobą, a moje z każdym krokiem biło szybciej. Bałam się, bałam się tego kogo ujrzę i czy naprawdę będę w stanie ją rozpoznać.. Nagle się zatrzymałyśmy,moja młodsza wersja mnie puściła i pobiegła w ramiona kucającej kobiety, która chwyciła ją w żelazny uścisk , nie pozwalając jej znów uciec. Przyjrzałam jej się. Kobieta miała krótkie, brązowe włosy oraz tego samego koloru oczu.. Nie raczej jej oczy przypominały płynącą czekoladę, która łagodzi wszystkie trudy życia. Była niska, ale wyższa ode mnie tak gdzieś o pół głowy jak i była dobrze wysportowana.
- Kim jesteś? I czego tu chcesz.- powiedziała melodyjnym głosem, przepełnionym chłodem i wrogością. A ja już się nie powstrzymywałam. Upadłam na kolana, pozwalając łzą polecieć w dół mojej twarzy. Na jej twarzy pojawił się szok i nagle cała wrogość uciekła.
- Niech mi pani powie kim tak naprawdę jestem. Niech pani powie mi czego tu szukam oraz gdzie ja tak naprawdę jestem! Wszystko co mnie do tej chwili spotyka to samo nieszczęście. Pewnego dnia wszystko w co wierzyłam legło w gruzach a teraz nawet nie wiem czy ja tak naprawdę żyje! Błagam, pomóż mi.. mamo... Bo jesteś nią, prawda? Przecież trzymasz mnie w ramionach.. tak więc powiedz mi kim tak naprawdę jestem, bo inaczej nigdy nie będę mogła zrobić kroku na przód... Proszę pomóż mi..- powiedziałam płaczliwym głosem, pragnąc tylko poznać prawdy...
- Pani, proszę podać mi panienkę lub wydać rozkaz na pozbycie się tej wariatki.
- Luxi- buxi!- krzyknęła pięciolatka, wyrywając się z ramion matki i podchodząc do nieznajomego.
- Lux opanuj się. I przypilnuj małej.- poprawiła włosy, kierując się w moją stronę i kucając przede mną.- Mogę cię dotknąć?- spytała a ja dalej płacząc pokiwałam głową. Po chwili poczułam jej delikatną dłoń ścierającą łzy z mojego lewego policzka oraz zobaczyłam, coś wydawało mi się niemożliwe. A mianowicie całe jej życie jak i moment jej śmierci. Chciałam krzyknąć, jednak zakryła mi usta nim wydobyłam jakikolwiek dźwięk. Posłała mi spojrzenie mówiące bym nie krzyczała, po czym odsłoniła moje usta.
- Ty.. ale jak..
- Witaj kochanie.. Jak to możliwe? Twoja dusza wróciła do przeszłości, a to jest nasze drugie spotkanie. Ponieważ pierwsze było w mojej wizji.. Ach nie miałam pojęcia, że wyrośniesz na taką piękną dziewczynkę..
- Czemu.. Czemu mnie zostawiliście i wymazaliście wspomnienia?.. Prze..przecież zrozumiałabym, na pewno.. więc proszę.. powiedz mi mamo..- wyjąkałam na co ta jedynie mnie do siebie przytuliła, głaszcząc opiekuńczo i łagodnie po włosach.
- Przepraszam, jednak teraz jesteś na tyle dorosła by to zrozumieć. Odpowiedz mi na jedno proste pytanie skarbie. Co byś zrobiła, gdybyś przewidziała śmierć swoich najbliższych? Sama byś za nich umarła, im dając szanse na przeżycie. Jednak ci, którzy chcieli tej śmierci chcieli mnie i twojego ojca, o tobie nic nie wiedzieli. Dlatego wymazałam wszystkie twoje wspomnienia, dając ci jako opiekuna w tym całym świecie Luxa. Jednakże wygląda na to, że nie do końca dobrze to wszystko rozegraliśmy z twoim ojcem, dlatego wybacz nam to skarbie. Och i taka mała rada. Nie walcz z twoją prawdziwą naturą, po prostu ją zaakceptuj, dobrze?
- Ddobrze.. ale czemu ty..
- To pożegnanie kochanie. Może spotkamy się jeszcze kiedyś, gdy nauczysz się wracać do przeszłości.. I pamiętaj o jednej rzeczy. Zawsze cię kocham, skarbie..
- Ale.. mamo. Ja nawet nie wiem jak...
- Akane. Moje panieńskie nazwisko Onodera Akane...
- Akane.. to piękne imię mamo.- powiedziałam uśmiechając się przez łzy. Odpowiedziała mi tym samym, składając pocałunek na moim czole, po czym schowałam swoją twarz w jej brzuchu. Powoli czułam jak moje ciało traci nad sobą panowanie, jak z każdym oddechem staje się cięższe a ja nie mogę nic z tym zrobić. Po chwili wiatr przybrał na sile a ja stałam się jedynie płatkami kwiatów na wietrze. Chciałam krzyczeć, by mnie zostawili przy niej, by oddali mi tamte czasy gdy byłam szczęśliwa, jednak nic takiego nie nastąpiło. Wszystko wyglądało tak jakby cały świat był przeciwko mnie... Zebrałam w płuca wszystkie resztki swojej siły, cały swój gniew, frustracje, samotność oraz smutek i...
- LUX!!- wykrzyknęłam w nicość mając nadzieje, że on jako jedyny pozostanie przy mnie, usłyszy i poratuje. Jednak nic nie nadchodziło, a ból w moim sercu był z każdym uderzeniem bardziej bolesny i nie do wytrzymania niż wcześniej... Ktoś przyciągnął mnie do siebie, tuląc ostrożnie i obronnie.
- Nareszcie przypomniałaś sobie o mnie, moja pani. A więc. Jakie jest twoje życzenie?
- Chce żyć, chce żyć i nie bać się tego kim jestem..
-
Rozumiem. W takim razie wytrzymaj jeszcze chwilę.- wyszeptał do
mojego ucha, następnie składając pocałunek na moich ustach i..
przebijając moje serce swoją dłonią. Z mojego gardła wydobył
się przeraźliwy krzyk a po chwili całe ciało zostało otoczone
przez kości Mrocznego, które z każdą sekundą zaciskały się na
ciele, wzmagając krzyk od którego dusiłam się. Pragnęłam by to
jak najszybciej się skończyło, jednak nikt
mnie nie słyszał. Czułam jak kości przebijają się przez moje
ciało a po chwili zapanowała ciemność...
„ Narracja trzecioosobowa”
Cała
szkoła była w stanie gotowości. Teraz nie mogli ukryć tego, że w
ich stronę zbliża się mroczny. Wszystkie budynki zostały otoczone
barierami, które miały nikogo nie wpuścić ani wypuścić. Hinata
z Saizo wyglądali przez okna w pokoju Ani, wypatrując
Marionetkarza, lecz nigdzie go nie widzieli, a dziewczyny
przypatrywały się koleżance. Nagle Kate usiadła obok niej na
łóżku, chwyciła ją za dłoń, pozwalając by łzy spłynęły z
jej oczu.
- Tak bardzo przepraszam.- wyszeptała najciszej by nikt jej nie usłyszał. Po chwili jedna z łez upadła na policzek Polki, co spowodowało jej gwałtowne obudzenie. Kate krzyknęła, bo nie widziała dziewczyny, która uratowała jej życie. Widziała bestie, której źrenice były czerwone, tęczówki wraz z białkami miały czarny kolor, a przez to wszystko przechodziły żyły, wychodzące właśnie z źrenic.
- Aania?!- krzyknęła zszokowana Nanami, odciągając od dziewczyny Amerykankę. Każdy spojrzał na dziewczynę, której lewą część ciała otaczały łańcuchy z kości, dalej oplatające jej ciało. Nic nie powiedziała tylko ominęła ich, podchodząc do okna i wyskakując....
- Tak bardzo przepraszam.- wyszeptała najciszej by nikt jej nie usłyszał. Po chwili jedna z łez upadła na policzek Polki, co spowodowało jej gwałtowne obudzenie. Kate krzyknęła, bo nie widziała dziewczyny, która uratowała jej życie. Widziała bestie, której źrenice były czerwone, tęczówki wraz z białkami miały czarny kolor, a przez to wszystko przechodziły żyły, wychodzące właśnie z źrenic.
- Aania?!- krzyknęła zszokowana Nanami, odciągając od dziewczyny Amerykankę. Każdy spojrzał na dziewczynę, której lewą część ciała otaczały łańcuchy z kości, dalej oplatające jej ciało. Nic nie powiedziała tylko ominęła ich, podchodząc do okna i wyskakując....
***
Witam was moi mili. Rozdział miał pojawić się wczoraj, jednak no przyznam bez bicia, zapomniałam go wstawić a chciałam go dać tak na Halloween. Mam nadzieje, że rozdział się spodoba oraz że podzielicie się ze mną swoimi opiniami na temat opowiadania. Jeśli macie propozycję co do np. fabuły, postaci bądź bloga, powstanie strona, która będzie do waszej dyspozycji. Informuje, iż blog zawieszę na jakiś miesiąc, ponieważ pragnę zrobić porządki z wyglądem oraz postaciami. Również chciałabym zaprosić was do przeczytania mojej pracy na wattpadzie. Link umieszczony zostanie na pasku po lewej. I to tyle na dziś. Do zobaczenia w grudniu kochani.
Yane ;*
Yane ;*
niedziela, 14 sierpnia 2016
Rozdział 13
"Kiedy uświadamiasz sobie swoje błędy i porażki, jedyne co cię od tego uwalnia to krzyk.
Krzyk rozpaczy i bólu, w którym chcesz przekazać wszystkie swe uczucia" ~Akari Urokiri
Krzyk rozpaczy i bólu, w którym chcesz przekazać wszystkie swe uczucia" ~Akari Urokiri
Siedziałam
w sali lekcyjnej. Jak na złość mieliśmy lekcję z naszym
wychowawcą. Ja z Saizo oraz Amu nic nie mówiliśmy ani nie byliśmy
pytani, tak samo Kate. Nawet się martwię, jak daje sobie radę,
widać po niej, ze nie spała za dobrze..
- Sensei a gdzie znajduje się Ookai-kun?- spytała nasza vice przewodnicząca Shiroki Karui.
- Ma problemy ze zdrowiem.
- A Karp?
- Tak samo co Ookai. Czy macie jeszcze jakieś pytania niezwiązane z tematem?- spytał posyłając nam TO spojrzenie. Wszyscy od razu umilkli i nikt nie odważył się przerwać do końca lekcji. Gdy zadzwonił dzwonek na przerwę, pod naszą klasą czekała reszta naszej zgrai. Bia, Aiko oraz Nanami czekały i patrzyły na nas. Dalej były złe, że wszystkiego musiały dowiedzieć się na końcu, jednak nie tylko to było powodem ich złości. Mieliśmy mieć wspólnie ćwiczenia w terenie, więc ruszyliśmy w ciszy przed siebie. Nikt nie miał odwagi ani siły się odezwać. Westchnęłam a Saizo otoczył mnie opiekuńczo ramieniem, to samo zrobił z zaskoczoną Kate.
- Dziewczyny, proszę uśmiech. Nie róbmy zamieszania, które zmartwi Anię, gdy ta się obudzi, jasne?
- Mhm.- mruknęłyśmy, trochę bez przekonania. Jednak nie mogliśmy się załamać, ani popaść w bezgraniczną nadzieje. Musieliśmy spojrzeć na wszystko obiektywnym wzrokiem. Takie rzeczy mogą wydarzyć się w przyszłości, naszym towarzyszą oraz ukochanym, gdy ci wyruszą na misję lub nam samym. Na pierwszym miejscu są ONI, promienni, którzy nie postanowili zostać strażnikami a dopiero później my. Taki już jest porządek tego świata. Jednak nie zawsze chcemy się z nim zgadzać oraz staramy się na różne sposoby złamać zasady, by móc chodź przez chwilę pożyć jak inni, nim nie będziemy musieli oddać swoich żyć za innych, nawet jeśli ich nie znamy bądź nienawidzimy. Nie możemy pozwolić by emocję wzięły nad nami górę. Wiemy to, a mimo to nie możemy się do tego przystosować. Tak bardzo chce się teraz rozpłakać, schować pod kołdrą i zostać przytuloną przez Saizo, że mogłabym zrobić to nawet teraz. Ech, muszę się uspokoić.
- „ Uwaga, wszyscy uczniowie klas K z każdego rocznika są proszeni na salę teatralną. Powtarzam, wszyscy uczniowie klas K z każdego rocznika są proszeni na salę teatralną.”- usłyszeliśmy głos opiekunki przyszłych strażników wydobywający się z głośników. Spojrzeliśmy na siebie, po czym od razu pobiegliśmy na zbiórkę. Wiedzieliśmy co to oznacza. Mroczny, pojawił się w okolicy szkoły bądź, któraś z naszych rodzin została zabita. Czułam jak moje serce przyśpiesza, bałam się. A co jeśli to moi bliscy? Albo kogoś z moich przyjaciół? Poczułam jak Saizo chwyta mnie za dłoń, w geście pocieszenia oraz wsparcia. Odwzajemniłam gest, a pozostali posłali pytające spojrzenia. Wiedzieliśmy, że wszyscy uczniowie spoglądają na nas zdziwieni oraz zainteresowani, lecz nie mogliśmy się tym przejąć. Biegliśmy, a z każdą mijaną salą biegło coraz więcej uczniów klas K. Po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu, a nauczyciele stali pod drzwiami, co oznaczało iż sprawa jest poważna. Zajęliśmy swoje miejsca, a nasz wychowawca usiadł na wyznaczonym miejscu. Standardowa procedura. Każdy był przestraszony oraz zdenerwowany. Czekaliśmy na nieuniknione. Pragnęliśmy by to jak najszybciej się skończyło, by móc jak najszybciej to wszystko zakończyć i powrócić do przygotowywania się do tego co nieuniknione. Po kilku minutach na scenie pojawił się dyrektor, a wszyscy ucichli. Jedyne co można było usłyszeć był oddechy wszystkich tu zgromadzonych. Dyrektor odchrząknął i rozpoczął.
- Jak dobrze wiecie, zostaliście wezwani tu z pewnego powodu, którym jest wykrycie obecności mrocznego kategorii II a mianowicie Marionetkarza. Kilka dni temu na obozie klasy, których miejscem pobytu był las w Europie a mianowicie w Polsce mieli nieprzyjemne spotkanie z męskim osobnikiem Marionetkarza. Zakładamy iż to jego partnerka, która szuka zemsty na zabójcy swojego potencjalnego kandydata do współżycia jak i późniejszego wchłonięcia. Osobą, która tego dokonała jest narzeczona Toyoi-kuna, Karp Anna. Obecnie jej ciało jest poddawane próbie i walczy o życie, jednak to nie zmienia faktu iż zbliża się niebezpieczeństwo. Dlatego apeluje do wszystkich uczniów, nauczycieli jak i strażników. Bądźcie czujni. Nikomu o tym nie mówcie, pilnujcie pozostałych i nie pozwalajcie nikomu opuścić terenu szkoły. Jeśli zauważycie coś niepokojącego, od razu to zgłoście. Nie bawcie się w bohaterów tak samo jak Karp. Zachowajcie się jak was uczono. I przeżyjcie. Obiecuję, nie dopuścić do żadnej tragedii w tej szkole. Więc jedyne o co proszę, to uważajcie na siebie i przestrzegajcie zasad. Mniejszym upoważniam wszystkich uczniów, do wymierzenia kary, jeśli jakikolwiek z uczniów innych klas postanowi opuścić teren lub złamać zasady, które zostaną wywieszone w akademikach oraz w szkole. To wszystko. Wszelkie pytania możecie kierować bezpośrednio do mnie bądź waszych nauczycieli. To wszystko. Proszę o wrócenie na zajęcia.- zakończył po czym udał się w stronę wyjścia. My odczekaliśmy i ruszyliśmy za naszymi wychowawcami. Gdy wszyscy opuścili sale, rozpoczęło się istne piekło. Każdy popadł w panikę, a nasza klasa otoczyła całą moją paczkę.
- Chyba musimy o czymś porozmawiać.- stwierdziła z wyższością Karui. Jak mnie ona denerwowała. Myśli, że jej rodzice od pokoleń służą rodzinie królewskiej i to samo spotka ją, dlatego uważa iż ma prawo rządzić wszystkimi innymi. Spoglądała to na mnie, to na pozostałych aż w końcu jej spojrzenie zatrzymało się na Amu. Ta jako jedyna z naszej paczki była opanowana i niewzruszona jej postawą.
- A niby o czym? Powinnaś słuchać uważnie dyrektora a nie rozmyślać nad romansem, jaki mógłby powstać, gdyby Toyoi-senpai wybrał cię na swoją osobistą strażniczkę. Tak więc jeśli masz jakieś pytania to spytaj nauczycieli bądź dyrektora.
- Och? Myślałam, że dzieciaki od dziwek nie mają prawa głosu.
- Naprawdę? A ja myślałam, że przyszłe dziwki nie mają prawa głosu, bo przecież ich usta są zajęte czymś innym.- mruknęła opanowanym głosem. Po moich plecach przeszły ciarki, bo jednak znam ją dość długo by wiedzieć, że to nie wróży nic dobrego. Posłałam Saizo proszące spojrzenie i już miał reagować, gdy do akcji wkroczył przewodniczący klasy.
- Uspokójcie się. Jeśli chcecie obrzucać się obelgami, to róbcie to na osobności i w bardziej odpowiedniej chwili. Każdy słyszał co powiedział dyrektor. Pojawił się Mroczny kategorii II Marionetkarz, a wy dwie zachowujecie się jak małe dziewczynki, kłócące się o lalkę. Więc proszę was abyście się uspokoiły i uciszyły. A teraz spytam tylko raz i chce otrzymać pełną odpowiedź. Co Karp ma z tym wszystkim wspólnego? Saizo mów.- powiedział skupiając całą swoją uwagę na moim chłopaku. A ten bez chwili zawahania opowiedział mu wszystko. Nie ma to jak być wampirem...
- Sensei a gdzie znajduje się Ookai-kun?- spytała nasza vice przewodnicząca Shiroki Karui.
- Ma problemy ze zdrowiem.
- A Karp?
- Tak samo co Ookai. Czy macie jeszcze jakieś pytania niezwiązane z tematem?- spytał posyłając nam TO spojrzenie. Wszyscy od razu umilkli i nikt nie odważył się przerwać do końca lekcji. Gdy zadzwonił dzwonek na przerwę, pod naszą klasą czekała reszta naszej zgrai. Bia, Aiko oraz Nanami czekały i patrzyły na nas. Dalej były złe, że wszystkiego musiały dowiedzieć się na końcu, jednak nie tylko to było powodem ich złości. Mieliśmy mieć wspólnie ćwiczenia w terenie, więc ruszyliśmy w ciszy przed siebie. Nikt nie miał odwagi ani siły się odezwać. Westchnęłam a Saizo otoczył mnie opiekuńczo ramieniem, to samo zrobił z zaskoczoną Kate.
- Dziewczyny, proszę uśmiech. Nie róbmy zamieszania, które zmartwi Anię, gdy ta się obudzi, jasne?
- Mhm.- mruknęłyśmy, trochę bez przekonania. Jednak nie mogliśmy się załamać, ani popaść w bezgraniczną nadzieje. Musieliśmy spojrzeć na wszystko obiektywnym wzrokiem. Takie rzeczy mogą wydarzyć się w przyszłości, naszym towarzyszą oraz ukochanym, gdy ci wyruszą na misję lub nam samym. Na pierwszym miejscu są ONI, promienni, którzy nie postanowili zostać strażnikami a dopiero później my. Taki już jest porządek tego świata. Jednak nie zawsze chcemy się z nim zgadzać oraz staramy się na różne sposoby złamać zasady, by móc chodź przez chwilę pożyć jak inni, nim nie będziemy musieli oddać swoich żyć za innych, nawet jeśli ich nie znamy bądź nienawidzimy. Nie możemy pozwolić by emocję wzięły nad nami górę. Wiemy to, a mimo to nie możemy się do tego przystosować. Tak bardzo chce się teraz rozpłakać, schować pod kołdrą i zostać przytuloną przez Saizo, że mogłabym zrobić to nawet teraz. Ech, muszę się uspokoić.
- „ Uwaga, wszyscy uczniowie klas K z każdego rocznika są proszeni na salę teatralną. Powtarzam, wszyscy uczniowie klas K z każdego rocznika są proszeni na salę teatralną.”- usłyszeliśmy głos opiekunki przyszłych strażników wydobywający się z głośników. Spojrzeliśmy na siebie, po czym od razu pobiegliśmy na zbiórkę. Wiedzieliśmy co to oznacza. Mroczny, pojawił się w okolicy szkoły bądź, któraś z naszych rodzin została zabita. Czułam jak moje serce przyśpiesza, bałam się. A co jeśli to moi bliscy? Albo kogoś z moich przyjaciół? Poczułam jak Saizo chwyta mnie za dłoń, w geście pocieszenia oraz wsparcia. Odwzajemniłam gest, a pozostali posłali pytające spojrzenia. Wiedzieliśmy, że wszyscy uczniowie spoglądają na nas zdziwieni oraz zainteresowani, lecz nie mogliśmy się tym przejąć. Biegliśmy, a z każdą mijaną salą biegło coraz więcej uczniów klas K. Po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu, a nauczyciele stali pod drzwiami, co oznaczało iż sprawa jest poważna. Zajęliśmy swoje miejsca, a nasz wychowawca usiadł na wyznaczonym miejscu. Standardowa procedura. Każdy był przestraszony oraz zdenerwowany. Czekaliśmy na nieuniknione. Pragnęliśmy by to jak najszybciej się skończyło, by móc jak najszybciej to wszystko zakończyć i powrócić do przygotowywania się do tego co nieuniknione. Po kilku minutach na scenie pojawił się dyrektor, a wszyscy ucichli. Jedyne co można było usłyszeć był oddechy wszystkich tu zgromadzonych. Dyrektor odchrząknął i rozpoczął.
- Jak dobrze wiecie, zostaliście wezwani tu z pewnego powodu, którym jest wykrycie obecności mrocznego kategorii II a mianowicie Marionetkarza. Kilka dni temu na obozie klasy, których miejscem pobytu był las w Europie a mianowicie w Polsce mieli nieprzyjemne spotkanie z męskim osobnikiem Marionetkarza. Zakładamy iż to jego partnerka, która szuka zemsty na zabójcy swojego potencjalnego kandydata do współżycia jak i późniejszego wchłonięcia. Osobą, która tego dokonała jest narzeczona Toyoi-kuna, Karp Anna. Obecnie jej ciało jest poddawane próbie i walczy o życie, jednak to nie zmienia faktu iż zbliża się niebezpieczeństwo. Dlatego apeluje do wszystkich uczniów, nauczycieli jak i strażników. Bądźcie czujni. Nikomu o tym nie mówcie, pilnujcie pozostałych i nie pozwalajcie nikomu opuścić terenu szkoły. Jeśli zauważycie coś niepokojącego, od razu to zgłoście. Nie bawcie się w bohaterów tak samo jak Karp. Zachowajcie się jak was uczono. I przeżyjcie. Obiecuję, nie dopuścić do żadnej tragedii w tej szkole. Więc jedyne o co proszę, to uważajcie na siebie i przestrzegajcie zasad. Mniejszym upoważniam wszystkich uczniów, do wymierzenia kary, jeśli jakikolwiek z uczniów innych klas postanowi opuścić teren lub złamać zasady, które zostaną wywieszone w akademikach oraz w szkole. To wszystko. Wszelkie pytania możecie kierować bezpośrednio do mnie bądź waszych nauczycieli. To wszystko. Proszę o wrócenie na zajęcia.- zakończył po czym udał się w stronę wyjścia. My odczekaliśmy i ruszyliśmy za naszymi wychowawcami. Gdy wszyscy opuścili sale, rozpoczęło się istne piekło. Każdy popadł w panikę, a nasza klasa otoczyła całą moją paczkę.
- Chyba musimy o czymś porozmawiać.- stwierdziła z wyższością Karui. Jak mnie ona denerwowała. Myśli, że jej rodzice od pokoleń służą rodzinie królewskiej i to samo spotka ją, dlatego uważa iż ma prawo rządzić wszystkimi innymi. Spoglądała to na mnie, to na pozostałych aż w końcu jej spojrzenie zatrzymało się na Amu. Ta jako jedyna z naszej paczki była opanowana i niewzruszona jej postawą.
- A niby o czym? Powinnaś słuchać uważnie dyrektora a nie rozmyślać nad romansem, jaki mógłby powstać, gdyby Toyoi-senpai wybrał cię na swoją osobistą strażniczkę. Tak więc jeśli masz jakieś pytania to spytaj nauczycieli bądź dyrektora.
- Och? Myślałam, że dzieciaki od dziwek nie mają prawa głosu.
- Naprawdę? A ja myślałam, że przyszłe dziwki nie mają prawa głosu, bo przecież ich usta są zajęte czymś innym.- mruknęła opanowanym głosem. Po moich plecach przeszły ciarki, bo jednak znam ją dość długo by wiedzieć, że to nie wróży nic dobrego. Posłałam Saizo proszące spojrzenie i już miał reagować, gdy do akcji wkroczył przewodniczący klasy.
- Uspokójcie się. Jeśli chcecie obrzucać się obelgami, to róbcie to na osobności i w bardziej odpowiedniej chwili. Każdy słyszał co powiedział dyrektor. Pojawił się Mroczny kategorii II Marionetkarz, a wy dwie zachowujecie się jak małe dziewczynki, kłócące się o lalkę. Więc proszę was abyście się uspokoiły i uciszyły. A teraz spytam tylko raz i chce otrzymać pełną odpowiedź. Co Karp ma z tym wszystkim wspólnego? Saizo mów.- powiedział skupiając całą swoją uwagę na moim chłopaku. A ten bez chwili zawahania opowiedział mu wszystko. Nie ma to jak być wampirem...
„
Hinata”
Otworzyłem
oczy i pierwsze co ujrzałem, to blada twarz Ani. Ziewnąłem,
przeciągając się i rozejrzałem po pomieszczeniu. Byliśmy sami,
nauczyciela nie było a zegarek wskazywał dwunastą. Podrapałem się
po głowie. Dość mocno się zdrzemnąłem. Nagle drzwi się
otworzyły a do środka weszła lekarka.
- Widzę, że się obudziłeś. Zwolniłam cię z dzisiejszych zajęć, jednak powinieneś wiedzieć o zaistniałej sytuacji. Pojawił się w okolicach szkoły Marionetkarz. Uważam, że powinieneś udać się do swojej klasy. A o nią się nie martw. Zaopiekuje się nią.- powiedziała z uśmiechem. Westchnąłem, wstając i udając się w stronę wyjścia.
- Ach, zapomniałbym. Może potrzebuje pani ochrony? Przecież, mało strażników kręci się przy szpitalu.
- Dziękuje, lecz podziękuje. Lekarze też potrafią zabijać Mrocznych Ookai-kun. A teraz zmykaj do pokoju.
- Jasne, ale sensei jak coś to proszę dzwonić bez skrępowania. Na pewno przybędę panią uratować.- rzuciłem na odchodne i udałem się spokojnym krokiem na stołówkę. Byłem cholernie głodny, niczym wilk. Cóż za ironiczne powiedzenie. Szybko podbiegłem do drzwi i gdy tylko wyszedłem na dwór, zaczerpnąłem świeżego powietrza, którego tak bardzo mi brakowało. Musiałem zebrać myśli na spokojnie oraz przygotować się na nadchodzące pytania od przyjaciół nad stanem tej idiotki. A najgorsze jest to, że nie mam co im powiedzieć, bo przecież jej stan jest taki sam jaki był wczoraj. Mniemy nadzieje, że się dziś obudzi...
- … kun.. Ookai-kun!- ktoś krzyknął, a ja wyrwałem się z letargu. Zatrzepotałem rzeszami i ogarnąłem iż znajduje się na stołówce. A osobą, która mnie wołała był Kenji-senpai. Moje serce mimowolnie zabiło szybciej, jednak musiałem się powstrzymać. Ten podszedł do mnie i przyjrzał uważnie.
- Coś się stało?
- Nie było cię wczoraj w pokoju, więc się trochę zmartwiłem, a później powiedzieli że masz problemy z żołądkiem, więc sam wiesz..
- Ach, o to chodzi. Nie ma co marnować czasu na zamartwianie się o mnie. Ze mną wszystko w porządku, więc nie musiałeś się fatygować oraz martwić.- powiedziałem opanowanym głosem, lecz w środku skakałem z radości. On się o mnie troszczył i zamartwiał! Chciałbym komuś o tym powiedzieć, lecz... No właśnie. Chwila nie jest odpowiednia.
- Hinata!- krzyknęła Nanami ze łzami w oczach. Od razu ją do siebie przytuliłem i chciałem poczekać aż sama zacznie mówić, jednak nic takiego się nie stało. Jedynie mocniej się do mnie przytuliła, a po chwili podbiegła do nas reszta naszej ekipy.
- Hinata, musimy biec jak najszybciej do szpitala!- krzyknęła Aiko wracając na siebie uwagę kilku uczniów. Spojrzałem na nią zdziwiony.
- Czemu?
- Jak to czemu?! Dostałam informacje o stanie …
- Rozumiem. Chodźmy.- przerwałem jej i wybiegliśmy z pomieszczenia, jednak zostaliśmy zatrzymani od razu po wyjściu przez nauczycieli.
- Coś się stało?- spytała lekko speszona Isanami.
- Wracać do środka. To jest rozkaz.
- Ale sensei, co się stało?- dopytała Kate, która trzymała się blisko Bii. Nauczyciele spojrzeli chwilę na siebie po czym chyba postanowili nas o tym poinformować.
- Ech, tylko nie rozpowiadać tego. Marionetkarz pojawił się bliżej szkoły, wcześniej niż myśleliśmy. Tak więc wracać i w razie czego powstrzymajcie atak paniki. To jest wasze zadanie jako uczniów klasy K. Resztę zostawcie dorosłym.
- Ale, Ania..
- Jeśli chodzi o Karp, to nie macie się co o nią martwić. Już dostała odpowiednią ochronę.
- Niby jaką? Przecież nawet podczas obozu nie miała opieki!- krzyknęła Amu, jednak po chwili uzmysłowiła sobie co za gafę palnęła. Spuściła wzrok a nasz wychowawca podszedł do niej i poklepał ją po głowie.- Bardzo przepraszam, za swój wybuch. Jednak..
- Aizawa-kun, proszę abyś się uspokoiła i wraz zresztą powróciła na stołówkę. Wtedy na obozie nikt nie wykrył obecności mrocznego, poza tym Karp-kun także zawiniła, łamiąc zasady i nie wracając od razu. A teraz wracać do środka. To jest rozkaz.- powiedział Sera-sensei, odwracając nas w stronę stołówki i lekko popychając w stronę wejścia. A nam jedynie pozostało posłuchanie go i mieć nadzieje, że szybko zakończą sprawę. Na stołówce panowała taka sama atmosfera co zawsze. Dziewczyny podziwiały Zenkiego oraz jego bandę a faceci dziewczyny z elity. Natomiast uczniowie klas K pomimo pozoru opanowania byli w gotowości, cały czas czujni. Ktoś westchnął a tym kimś była Amu, która posłała nam to swoje władcze spojrzenie. Każdy z nas dobrze wiedział iż rolę przywódcy najlepiej zostawić Amu. Była opanowana, potrafiła znaleźć wyjście z każdej sytuacji oraz była najlepszym informatorem, nawet jak na shinigami. Wszyscy czekaliśmy na to co postanowi, a ta jedynie wzruszyła ramionami i udała się do kolejki po jedzenie.
- Ludzie co z was za sztywniaki. No już, Smile, Smile.- powiedziała radosnym głosem, podchodząc do Saizo i tworząc na jego twarzy uśmiech. Mimowolnie parsknąłem, za co dostałem od śmiejącej się Isanami w ramię.
- Oi Saizo, dziewczyna cię broni.- zaczęła prowokacje Aiko, na co ten trzepnął dłonie Amu i posłał jej mordercze spojrzenie.
- A co zazdrosna, wieczna singielko.- mruknął z nutką wrogości oraz wyższości w głosie.
- Isanami. Nie będziesz miała nic przeciwko, jeśli coś mu odetnę, prawda?
- Ani mi się waż!- powiedziała, tuląc się do chłopaka, w ten sam sposób pokazując swoją zaborczość względem jego osoby.
- Ee.. kochani, może byśmy przy naszym stoliki i dopiero tam rozpoczęli jakąkolwiek dyskusję... Bo jak na razie to przyciągamy dość sporo uwagi.- powiedziała niepewnie Nanami, zaciskając dłonie na spódniczce. Podszedłem do niej i pogłaskałem po głowie.
- Zgadzam się z naszą Stormy. Uspokójcie się. Nie jesteśmy dziećmi z podstawówki.
- Ha i kto to mówi. Koleś z nieodwzajemnioną miłością.- powiedziała ironicznie oraz sarkastycznie Aiko nim nie ugryzła się w język. Zacisnąłem dłonie w pięści oraz zagryzłem dolną wargę, by się powstrzymać przed powiedzeniem jej czegoś okropnego. Na szczęście sytuację uratowała Amu, która zdzieliła nas wszystkich jakimiś papierami po głowach.
- Ludzie uspokójcie się. Rozumiem, że jesteście wściekli, tak samo jak ja oraz martwicie się o tą chorą i pogmatwaną sytuację, ale proszę. Nie pozwólcie by to co się dzieje teraz wpłynęło na wasze zachowanie oraz na stosunki. Presja wymieszana z agresją nie wróży niczego dobrego. Tak więc podajcie sobie rączki na zgodę czy buziaka na znak pogodzenia i uratowania waszej dumy. Bo jednak chciałabym coś z wami przedyskutować, jak z normalnymi osobami a nie małpami. To jak będzie? Spokój czy agresja?- spojrzała na nas opanowanym spojrzeniem, po czym nałożyła sobie coś do jedzenie i udała się w stronę naszego stoliku. A my? Uczyniliśmy to samo co ona i przy siadaniu przeprosiliśmy. Ta posłała nam delikatny uśmiech i zabraliśmy się za jedzenie, co szło nam z oporem. Jakoś te wszystkie informacje odebrały mój apetyt no i słowa Aiko. Miałem wielką ochotę teraz poleżeć w wannie lub stać pod prysznicem i zacząć ryczeć, czego od dawna nie robiłem. Tylko niby co miałoby być powodem moich łez? Jej słowa, ich znaczenie czy to, że sam nic nie potrafię zrobić? Agh wkurzyłem się na samego siebie.
- Te Hinata, ziemia do Hinaty. Słyszałeś o czym rozmawialiśmy?- spytała Amu nachylając się w moją stronę. Zamrugałem oczami, chcąc ogarnąć co się dzieje. Jednak nie mogłem i jedynie pokręciłem głową, na co ta westchnęła.- No nic. W takim razie słuchaj mnie teraz uważnie, jasne.- przytaknąłem za co ta obdarowała mnie uśmiechem.- Skoro mam całkowicie waszą uwagę, to powinniśmy przedyskutować jak się stąd wydostaniemy, odnajdziemy Ankę i ukryjemy ją przed mrocznym, co do prostych rzeczy nie będzie należeć. Dlatego pytam, kto jest ze mną by to zrobić?- nastała cisza, zagłuszana przez odgłosy ze stołówki. Posłaliśmy sobie porozumiewawcze spojrzenia i nie było mowy o odwrocie.
- Ha? Amu ty chyba czegoś nie zrozumiałaś. I tak byśmy to zrobili, prawdopodobnie każdy indywidualnie. Więc dawaj swój pomysł, mózgowcu.- mruknął rozbawiony oraz pewny siebie Saizo. Ta naburmuszyła się a my zaczęliśmy się śmiać. W ten sposób nie wracaliśmy na siebie uwagi i mogliśmy spokojnie zająć się knuciem planu. Kate wyciągnęła książkę z torby, co robiło z tego pretekst do grupowej dyskusji.
- W takim razie rozpoczynam nasze posiedzenie. Oczywiście najpierw musimy się z stąd wydostać, a nie widzę innej opcji jak po prostu wyjść drzwiami. Wiecie muszą pokazać, że nic się nie dzieje, więc prawdopodobnie aż do toalety można spokojnie iść bez natrafiania na nauczycieli, oczywiście to nie oznacza, że moment pomiędzy łazienką a stołówką nie będzie monitorowany, dlatego gdy dotrzecie do łazienki, każdy tworzy swojego klona i daje mu podstawowe instrukcje „ Wróć na stołówkę, zjedz co masz na swojej tacy oraz prowadźcie dyskusje na temat jakiś książek.”. Następnie Kate bądź Aiko uda się do chłopaków i przeniesie ich do pokoju Ani w szpitalu. Tak więc która się na to zgadza?
- Mogę to zrobić.- powiedziała od razu Kate, biorąc łyka herbaty.
- Dobrze, więc idziemy dalej. Najtrudniejsze będzie zabranie Ani, ponieważ musi być podłączona do sprzętu byśmy mogli wiedzieć wszystko o jej stanie, więc najbezpieczniej będzie jak Kate z Aiko ją przeniosą do jej pokoju, my w tym czasie wymknijmy się na własną rękę, tak by nas nikt nie zauważył. I to tyle. Jakieś obiekcje bądź pytania?
- Ja mam jedno. W jakich grupach i w jakim odstępie czasu wychodzimy?
- Dobre pytanie Nanami. Myślałam, że tak z trzy minuty. Na pierwszy ogień pójdą Kate z chłopakami, później Isanami, Bia i Aiko, a na końcu ja z Nanami, przy czym Kate zrobi dwa kursy bo po nas wróci. No chyba, że chcecie coś zmienić, bądź macie swoje pomysły?- spytała patrząc na każdego z nas uważnie.
- Nie, mi to pasuje a wam?- zerknąłem na dziewczyny, które poparły moje zdanie.
- No dobra, a więc zabawę czas zacząć.... Oi Hinata, chyba się ubrudziłeś.
- He?! Niby gdzie!?
- Tutaj.- pokazała na moją koszulę a ja tam spojrzałem i na serio byłem brudny!
- Agh. Sai-chan masz może jakąś bluzkę na zmianę?
- Taa. To chodź.
- Ach czekajcie, też pójdę. Chyba makijaż mi się rozmazał.- mruknęła Kate biorąc swoją torbę. Zrobiliśmy to samo i udaliśmy się w stronę wyjścia. To przykuło uwagę pozostałych uczniów z naszej klasy, jednak tym się nie przejęliśmy. Gdy wyszliśmy, nikogo nie było. Tak jak mówiła Amu. Udaliśmy się spokojnym krokiem w stronę toalet, rozmawiając o jakiś pierdołach. A gdy dotarliśmy na miejsce rozpoczęliśmy działania. Przez chwilę staliśmy w ciszy, ja zmieniałem bluzkę a Saizo już stworzył swojego klona i dawał mu instrukcje. Po chwili uczyniłem to samo i podszedłem do ściany dzielącej damską od męskiej. Zapukałem w nią trzy razy a po chwili pojawiła się Kate.
- Gotowi? Mój klon czeka na waszych na zewnątrz.
- Jasne. To ruszajmy.- mruknął Saizo a ta chwyciła nas za dłonie i zapadliśmy się pod ziemie a po krótkiej chwili byliśmy już przy Ani, która dalej była w tym samym miejscu. Kate postanowiła poczekać aż pojawi się Aiko i dopiero wtedy przeniesie się po Amu i Nanami, na co przystaliśmy.
- Widzę, że się obudziłeś. Zwolniłam cię z dzisiejszych zajęć, jednak powinieneś wiedzieć o zaistniałej sytuacji. Pojawił się w okolicach szkoły Marionetkarz. Uważam, że powinieneś udać się do swojej klasy. A o nią się nie martw. Zaopiekuje się nią.- powiedziała z uśmiechem. Westchnąłem, wstając i udając się w stronę wyjścia.
- Ach, zapomniałbym. Może potrzebuje pani ochrony? Przecież, mało strażników kręci się przy szpitalu.
- Dziękuje, lecz podziękuje. Lekarze też potrafią zabijać Mrocznych Ookai-kun. A teraz zmykaj do pokoju.
- Jasne, ale sensei jak coś to proszę dzwonić bez skrępowania. Na pewno przybędę panią uratować.- rzuciłem na odchodne i udałem się spokojnym krokiem na stołówkę. Byłem cholernie głodny, niczym wilk. Cóż za ironiczne powiedzenie. Szybko podbiegłem do drzwi i gdy tylko wyszedłem na dwór, zaczerpnąłem świeżego powietrza, którego tak bardzo mi brakowało. Musiałem zebrać myśli na spokojnie oraz przygotować się na nadchodzące pytania od przyjaciół nad stanem tej idiotki. A najgorsze jest to, że nie mam co im powiedzieć, bo przecież jej stan jest taki sam jaki był wczoraj. Mniemy nadzieje, że się dziś obudzi...
- … kun.. Ookai-kun!- ktoś krzyknął, a ja wyrwałem się z letargu. Zatrzepotałem rzeszami i ogarnąłem iż znajduje się na stołówce. A osobą, która mnie wołała był Kenji-senpai. Moje serce mimowolnie zabiło szybciej, jednak musiałem się powstrzymać. Ten podszedł do mnie i przyjrzał uważnie.
- Coś się stało?
- Nie było cię wczoraj w pokoju, więc się trochę zmartwiłem, a później powiedzieli że masz problemy z żołądkiem, więc sam wiesz..
- Ach, o to chodzi. Nie ma co marnować czasu na zamartwianie się o mnie. Ze mną wszystko w porządku, więc nie musiałeś się fatygować oraz martwić.- powiedziałem opanowanym głosem, lecz w środku skakałem z radości. On się o mnie troszczył i zamartwiał! Chciałbym komuś o tym powiedzieć, lecz... No właśnie. Chwila nie jest odpowiednia.
- Hinata!- krzyknęła Nanami ze łzami w oczach. Od razu ją do siebie przytuliłem i chciałem poczekać aż sama zacznie mówić, jednak nic takiego się nie stało. Jedynie mocniej się do mnie przytuliła, a po chwili podbiegła do nas reszta naszej ekipy.
- Hinata, musimy biec jak najszybciej do szpitala!- krzyknęła Aiko wracając na siebie uwagę kilku uczniów. Spojrzałem na nią zdziwiony.
- Czemu?
- Jak to czemu?! Dostałam informacje o stanie …
- Rozumiem. Chodźmy.- przerwałem jej i wybiegliśmy z pomieszczenia, jednak zostaliśmy zatrzymani od razu po wyjściu przez nauczycieli.
- Coś się stało?- spytała lekko speszona Isanami.
- Wracać do środka. To jest rozkaz.
- Ale sensei, co się stało?- dopytała Kate, która trzymała się blisko Bii. Nauczyciele spojrzeli chwilę na siebie po czym chyba postanowili nas o tym poinformować.
- Ech, tylko nie rozpowiadać tego. Marionetkarz pojawił się bliżej szkoły, wcześniej niż myśleliśmy. Tak więc wracać i w razie czego powstrzymajcie atak paniki. To jest wasze zadanie jako uczniów klasy K. Resztę zostawcie dorosłym.
- Ale, Ania..
- Jeśli chodzi o Karp, to nie macie się co o nią martwić. Już dostała odpowiednią ochronę.
- Niby jaką? Przecież nawet podczas obozu nie miała opieki!- krzyknęła Amu, jednak po chwili uzmysłowiła sobie co za gafę palnęła. Spuściła wzrok a nasz wychowawca podszedł do niej i poklepał ją po głowie.- Bardzo przepraszam, za swój wybuch. Jednak..
- Aizawa-kun, proszę abyś się uspokoiła i wraz zresztą powróciła na stołówkę. Wtedy na obozie nikt nie wykrył obecności mrocznego, poza tym Karp-kun także zawiniła, łamiąc zasady i nie wracając od razu. A teraz wracać do środka. To jest rozkaz.- powiedział Sera-sensei, odwracając nas w stronę stołówki i lekko popychając w stronę wejścia. A nam jedynie pozostało posłuchanie go i mieć nadzieje, że szybko zakończą sprawę. Na stołówce panowała taka sama atmosfera co zawsze. Dziewczyny podziwiały Zenkiego oraz jego bandę a faceci dziewczyny z elity. Natomiast uczniowie klas K pomimo pozoru opanowania byli w gotowości, cały czas czujni. Ktoś westchnął a tym kimś była Amu, która posłała nam to swoje władcze spojrzenie. Każdy z nas dobrze wiedział iż rolę przywódcy najlepiej zostawić Amu. Była opanowana, potrafiła znaleźć wyjście z każdej sytuacji oraz była najlepszym informatorem, nawet jak na shinigami. Wszyscy czekaliśmy na to co postanowi, a ta jedynie wzruszyła ramionami i udała się do kolejki po jedzenie.
- Ludzie co z was za sztywniaki. No już, Smile, Smile.- powiedziała radosnym głosem, podchodząc do Saizo i tworząc na jego twarzy uśmiech. Mimowolnie parsknąłem, za co dostałem od śmiejącej się Isanami w ramię.
- Oi Saizo, dziewczyna cię broni.- zaczęła prowokacje Aiko, na co ten trzepnął dłonie Amu i posłał jej mordercze spojrzenie.
- A co zazdrosna, wieczna singielko.- mruknął z nutką wrogości oraz wyższości w głosie.
- Isanami. Nie będziesz miała nic przeciwko, jeśli coś mu odetnę, prawda?
- Ani mi się waż!- powiedziała, tuląc się do chłopaka, w ten sam sposób pokazując swoją zaborczość względem jego osoby.
- Ee.. kochani, może byśmy przy naszym stoliki i dopiero tam rozpoczęli jakąkolwiek dyskusję... Bo jak na razie to przyciągamy dość sporo uwagi.- powiedziała niepewnie Nanami, zaciskając dłonie na spódniczce. Podszedłem do niej i pogłaskałem po głowie.
- Zgadzam się z naszą Stormy. Uspokójcie się. Nie jesteśmy dziećmi z podstawówki.
- Ha i kto to mówi. Koleś z nieodwzajemnioną miłością.- powiedziała ironicznie oraz sarkastycznie Aiko nim nie ugryzła się w język. Zacisnąłem dłonie w pięści oraz zagryzłem dolną wargę, by się powstrzymać przed powiedzeniem jej czegoś okropnego. Na szczęście sytuację uratowała Amu, która zdzieliła nas wszystkich jakimiś papierami po głowach.
- Ludzie uspokójcie się. Rozumiem, że jesteście wściekli, tak samo jak ja oraz martwicie się o tą chorą i pogmatwaną sytuację, ale proszę. Nie pozwólcie by to co się dzieje teraz wpłynęło na wasze zachowanie oraz na stosunki. Presja wymieszana z agresją nie wróży niczego dobrego. Tak więc podajcie sobie rączki na zgodę czy buziaka na znak pogodzenia i uratowania waszej dumy. Bo jednak chciałabym coś z wami przedyskutować, jak z normalnymi osobami a nie małpami. To jak będzie? Spokój czy agresja?- spojrzała na nas opanowanym spojrzeniem, po czym nałożyła sobie coś do jedzenie i udała się w stronę naszego stoliku. A my? Uczyniliśmy to samo co ona i przy siadaniu przeprosiliśmy. Ta posłała nam delikatny uśmiech i zabraliśmy się za jedzenie, co szło nam z oporem. Jakoś te wszystkie informacje odebrały mój apetyt no i słowa Aiko. Miałem wielką ochotę teraz poleżeć w wannie lub stać pod prysznicem i zacząć ryczeć, czego od dawna nie robiłem. Tylko niby co miałoby być powodem moich łez? Jej słowa, ich znaczenie czy to, że sam nic nie potrafię zrobić? Agh wkurzyłem się na samego siebie.
- Te Hinata, ziemia do Hinaty. Słyszałeś o czym rozmawialiśmy?- spytała Amu nachylając się w moją stronę. Zamrugałem oczami, chcąc ogarnąć co się dzieje. Jednak nie mogłem i jedynie pokręciłem głową, na co ta westchnęła.- No nic. W takim razie słuchaj mnie teraz uważnie, jasne.- przytaknąłem za co ta obdarowała mnie uśmiechem.- Skoro mam całkowicie waszą uwagę, to powinniśmy przedyskutować jak się stąd wydostaniemy, odnajdziemy Ankę i ukryjemy ją przed mrocznym, co do prostych rzeczy nie będzie należeć. Dlatego pytam, kto jest ze mną by to zrobić?- nastała cisza, zagłuszana przez odgłosy ze stołówki. Posłaliśmy sobie porozumiewawcze spojrzenia i nie było mowy o odwrocie.
- Ha? Amu ty chyba czegoś nie zrozumiałaś. I tak byśmy to zrobili, prawdopodobnie każdy indywidualnie. Więc dawaj swój pomysł, mózgowcu.- mruknął rozbawiony oraz pewny siebie Saizo. Ta naburmuszyła się a my zaczęliśmy się śmiać. W ten sposób nie wracaliśmy na siebie uwagi i mogliśmy spokojnie zająć się knuciem planu. Kate wyciągnęła książkę z torby, co robiło z tego pretekst do grupowej dyskusji.
- W takim razie rozpoczynam nasze posiedzenie. Oczywiście najpierw musimy się z stąd wydostać, a nie widzę innej opcji jak po prostu wyjść drzwiami. Wiecie muszą pokazać, że nic się nie dzieje, więc prawdopodobnie aż do toalety można spokojnie iść bez natrafiania na nauczycieli, oczywiście to nie oznacza, że moment pomiędzy łazienką a stołówką nie będzie monitorowany, dlatego gdy dotrzecie do łazienki, każdy tworzy swojego klona i daje mu podstawowe instrukcje „ Wróć na stołówkę, zjedz co masz na swojej tacy oraz prowadźcie dyskusje na temat jakiś książek.”. Następnie Kate bądź Aiko uda się do chłopaków i przeniesie ich do pokoju Ani w szpitalu. Tak więc która się na to zgadza?
- Mogę to zrobić.- powiedziała od razu Kate, biorąc łyka herbaty.
- Dobrze, więc idziemy dalej. Najtrudniejsze będzie zabranie Ani, ponieważ musi być podłączona do sprzętu byśmy mogli wiedzieć wszystko o jej stanie, więc najbezpieczniej będzie jak Kate z Aiko ją przeniosą do jej pokoju, my w tym czasie wymknijmy się na własną rękę, tak by nas nikt nie zauważył. I to tyle. Jakieś obiekcje bądź pytania?
- Ja mam jedno. W jakich grupach i w jakim odstępie czasu wychodzimy?
- Dobre pytanie Nanami. Myślałam, że tak z trzy minuty. Na pierwszy ogień pójdą Kate z chłopakami, później Isanami, Bia i Aiko, a na końcu ja z Nanami, przy czym Kate zrobi dwa kursy bo po nas wróci. No chyba, że chcecie coś zmienić, bądź macie swoje pomysły?- spytała patrząc na każdego z nas uważnie.
- Nie, mi to pasuje a wam?- zerknąłem na dziewczyny, które poparły moje zdanie.
- No dobra, a więc zabawę czas zacząć.... Oi Hinata, chyba się ubrudziłeś.
- He?! Niby gdzie!?
- Tutaj.- pokazała na moją koszulę a ja tam spojrzałem i na serio byłem brudny!
- Agh. Sai-chan masz może jakąś bluzkę na zmianę?
- Taa. To chodź.
- Ach czekajcie, też pójdę. Chyba makijaż mi się rozmazał.- mruknęła Kate biorąc swoją torbę. Zrobiliśmy to samo i udaliśmy się w stronę wyjścia. To przykuło uwagę pozostałych uczniów z naszej klasy, jednak tym się nie przejęliśmy. Gdy wyszliśmy, nikogo nie było. Tak jak mówiła Amu. Udaliśmy się spokojnym krokiem w stronę toalet, rozmawiając o jakiś pierdołach. A gdy dotarliśmy na miejsce rozpoczęliśmy działania. Przez chwilę staliśmy w ciszy, ja zmieniałem bluzkę a Saizo już stworzył swojego klona i dawał mu instrukcje. Po chwili uczyniłem to samo i podszedłem do ściany dzielącej damską od męskiej. Zapukałem w nią trzy razy a po chwili pojawiła się Kate.
- Gotowi? Mój klon czeka na waszych na zewnątrz.
- Jasne. To ruszajmy.- mruknął Saizo a ta chwyciła nas za dłonie i zapadliśmy się pod ziemie a po krótkiej chwili byliśmy już przy Ani, która dalej była w tym samym miejscu. Kate postanowiła poczekać aż pojawi się Aiko i dopiero wtedy przeniesie się po Amu i Nanami, na co przystaliśmy.
Spojrzałem
na polkę, przy której stała smutna amerykanka. Zerknąłem
porozumiewawczo na Saizo, po czym obaj podeszliśmy do Kate i
zawiesiliśmy ramiona na jej szyi.
- Tak więc mamy rozumieć, że teraz i ty należysz do naszej ekipy, prawda?
- A właśnie. Co myślisz o naszej słodkiej Bii? Fakt, faktem to wredna baba, która obraża i gardzi mężczyznami a uwielbia kobiece piersi jak i tyłki, ale to spoko osoba. Wie co dobre.
- Eh.. He? Ale o czym wy mówicie?- spytała zakłopotana, przez co jeszcze bardziej się uśmiechnęliśmy.
- No wiesz co? Jak tak można. Przecież dawno zauważyłem iż interesujesz się kobietami.. I nie martw się. Ja tam wolę facetów, a jak widzisz jakoś mnie to nie obchodzi co inni o mnie myślą...
- Aale! Ja dopiero od nie...
- Ach! Kate możesz już ruszać po dziewczyny.- powiedziała Aiko, której głowa wyłoniła się z podłogi. Ta jedynie przytaknęła i zniknęła a ja posłałem rudowłosej wredne spojrzenie.
- Serio? Lepszego momentu to ty sobie nie mogłaś wybrać.
- He? Radze ci się przymknąć, bo inaczej mnie popamiętasz. Mamy coś do zrobienia a ty o czym niby myślisz?
- O czym? O tym by poprawić jej humor i by się nie obwiniała o to co się stało. Bo jakbyś nie zauważyła, to ona ma najgorzej.
- Zgadzam się z Hinatą. Gdyby nie ten debil, który tak ją upokorzył to na pewno by nie uciekła, a Anka by za nią nie biegła...- stwierdził Saizo opierając się o ścianę przy jej łóżku. Wszyscy spojrzeliśmy na jej śpiącą twarz.
- Ej, myślicie czy ona na serio się obudzi?- spytała Aiko, poprawiając swoją czapkę.
- He? O co ci do cholery chodzi z takim pytaniem.- warknąłem na nią.
- Spójrzmy na to realistycznie. Co jeśli się nie obudzi? Będziemy musieli dać sobie jakoś radę z jej stratą, a pomimo tego,że znamy ją tak krótko, to jednak nie chce jej tracić... Jakby to powiedzieć, ona zabiera od nas negatywną energię, poprzez wygłupy z tobą oraz drażnienie każdego z nas. W ten sposób pozwala nam się wyładować, bo jednak my byliśmy w tym całym procesie wychowywani od dziecka, a ta nagle tu trafiła, niszcząc całą hierarchie...
- Widzę iż pojawiam się w najlepszym momencie. Ludzie koniec gadania, trzeba wziąć się do roboty. Kate, Aiko przenosicie ją a my zajmiemy się stworzeniem realnej iluzji. Ruchy.- powiedziała Amu siadając na łóżku. Aiko wraz z Kate znalazły się przy niej i po chwili zniknęły a my zabraliśmy się do roboty. Amu wydawała polecenia, a my tworzyliśmy „kopie”. Na szczęście udało nam się wyrobić w trzy minuty, więc teraz pozostało wymknięcie się z budynku. Tylko niby jak? Nagle ktoś chwycił mnie za nogę a tym kimś okazała się być Kate.
- Złapcie się za ręce, to ułatwi przenoszenie.- mruknęła a my szybko to uczyniliśmy, by po chwili znów zostać wciągnięci pod ziemie, a chwilę później byliśmy w pokoju polki.
- Tak więc co teraz?- spytałem. Wszyscy spojrzeliśmy na Amu, która usiadła na jej biurku , sięgnęła po jakieś słodycze schowane w szufladzie i z uśmiechem odpowiedziała.
- Czekamy aż hrabina się obudzi.- powiedziała z tym swoim błyskiem oku, na widok którego na naszych twarzach pojawił się uśmiech. No to czekamy...
- Tak więc mamy rozumieć, że teraz i ty należysz do naszej ekipy, prawda?
- A właśnie. Co myślisz o naszej słodkiej Bii? Fakt, faktem to wredna baba, która obraża i gardzi mężczyznami a uwielbia kobiece piersi jak i tyłki, ale to spoko osoba. Wie co dobre.
- Eh.. He? Ale o czym wy mówicie?- spytała zakłopotana, przez co jeszcze bardziej się uśmiechnęliśmy.
- No wiesz co? Jak tak można. Przecież dawno zauważyłem iż interesujesz się kobietami.. I nie martw się. Ja tam wolę facetów, a jak widzisz jakoś mnie to nie obchodzi co inni o mnie myślą...
- Aale! Ja dopiero od nie...
- Ach! Kate możesz już ruszać po dziewczyny.- powiedziała Aiko, której głowa wyłoniła się z podłogi. Ta jedynie przytaknęła i zniknęła a ja posłałem rudowłosej wredne spojrzenie.
- Serio? Lepszego momentu to ty sobie nie mogłaś wybrać.
- He? Radze ci się przymknąć, bo inaczej mnie popamiętasz. Mamy coś do zrobienia a ty o czym niby myślisz?
- O czym? O tym by poprawić jej humor i by się nie obwiniała o to co się stało. Bo jakbyś nie zauważyła, to ona ma najgorzej.
- Zgadzam się z Hinatą. Gdyby nie ten debil, który tak ją upokorzył to na pewno by nie uciekła, a Anka by za nią nie biegła...- stwierdził Saizo opierając się o ścianę przy jej łóżku. Wszyscy spojrzeliśmy na jej śpiącą twarz.
- Ej, myślicie czy ona na serio się obudzi?- spytała Aiko, poprawiając swoją czapkę.
- He? O co ci do cholery chodzi z takim pytaniem.- warknąłem na nią.
- Spójrzmy na to realistycznie. Co jeśli się nie obudzi? Będziemy musieli dać sobie jakoś radę z jej stratą, a pomimo tego,że znamy ją tak krótko, to jednak nie chce jej tracić... Jakby to powiedzieć, ona zabiera od nas negatywną energię, poprzez wygłupy z tobą oraz drażnienie każdego z nas. W ten sposób pozwala nam się wyładować, bo jednak my byliśmy w tym całym procesie wychowywani od dziecka, a ta nagle tu trafiła, niszcząc całą hierarchie...
- Widzę iż pojawiam się w najlepszym momencie. Ludzie koniec gadania, trzeba wziąć się do roboty. Kate, Aiko przenosicie ją a my zajmiemy się stworzeniem realnej iluzji. Ruchy.- powiedziała Amu siadając na łóżku. Aiko wraz z Kate znalazły się przy niej i po chwili zniknęły a my zabraliśmy się do roboty. Amu wydawała polecenia, a my tworzyliśmy „kopie”. Na szczęście udało nam się wyrobić w trzy minuty, więc teraz pozostało wymknięcie się z budynku. Tylko niby jak? Nagle ktoś chwycił mnie za nogę a tym kimś okazała się być Kate.
- Złapcie się za ręce, to ułatwi przenoszenie.- mruknęła a my szybko to uczyniliśmy, by po chwili znów zostać wciągnięci pod ziemie, a chwilę później byliśmy w pokoju polki.
- Tak więc co teraz?- spytałem. Wszyscy spojrzeliśmy na Amu, która usiadła na jej biurku , sięgnęła po jakieś słodycze schowane w szufladzie i z uśmiechem odpowiedziała.
- Czekamy aż hrabina się obudzi.- powiedziała z tym swoim błyskiem oku, na widok którego na naszych twarzach pojawił się uśmiech. No to czekamy...
***
Witam, witam i pozdrawiam. Jak wam się podoba rozdział? Czy chodź odrobinę was zaciekawił, bądź coś wam się w nim nie spodobało? Bardzo chciałabym wiedzieć co o tym sądzicie, bo jednak bez waszych opinii nie wiem, co robię źle. Dlatego stwierdziłam, że następne rozdziały będą dodawane, jeśli pojawi się przynajmniej jeden komentarz pod danym postem. Tak więc proszę o zostawianie swoich opinii oraz udanych wakacji.
wtorek, 5 lipca 2016
Rozdział 12
Wszystko
co czułam, co widziałam była nicość. A chwilę później ból,
samotność, złość, smutek oraz ulga. Moje powieki uniosły się
do góry a ja ujrzałam niesamowicie piękną kobietę, która
spoglądała na mnie ze łzami w oczach. Czemu płaczesz nieznajoma?
Dlaczego na mnie siedzisz? Czy ja umarłam? Jeśli tak, to dlaczego
czuje złość? Czy jest ona skierowana na ciebie? Mam nadzieje, że
nie. Chce coś powiedzieć, ruszyć ręką i zetrzeć twe łzy i
wtedy wszystko do mnie dociera. Dusisz mnie, a całe moje ciało jest
przyszpilone , a wręcz wlepione w podłogę. Z całych sił, jakie
jeszcze posiadałam, próbowałam się wyrwać, lecz wszystko poszło
na marne. Im mocniej się ruszałam, szarpałam, tym głębiej byłam
pochłaniana. Takie ruchome piaski, które wbijają się w twoje
ciało niczym ciernie lub pazury wrednego kociaka. Znów spojrzałam
w jej oczy, w których znajdowała się niema prośba o przebaczenie.
Chciałam zapytać o co jej chodzi, czemu prosi mnie o przebaczenie,
lecz nie mogłam. Moje usta zostały zaszyte! Chciałam krzyczeć,
powiedzieć coś, zrobić cokolwiek! Lecz nie mogłam, a moje ciało
coraz bardziej było zabierane i rozrywane... Otworzyłam gwałtownie
oczy a z moich ust wydobył się przeraźliwy krzyk. Jakaś postać
znalazła się przy mnie i przyszpiliła do łóżka. Szarpałam się,
chcąc wyrwać się z płomieni, które otaczały całe moje ciało.
Chciałam pozbyć się napastnika, jednak byłam zbyt słaba by tego
dokonać. Ktoś coś mówił, lecz nie rozumiałam sensu jego słów,
wszystko było tylko szmerem, obraz ukryty za mgłą..
- ...ię.. ty...aj..ię.... TRZYMAJ SIĘ!- usłyszałam przeraźliwy, kobiecy krzyk, który był dla mnie niczym kubek zimnej wody. Rozpoznałam go. Należał do Isanami, która płakała. Nagle wszystko wskoczyło na swoje miejsce a ja przypomniałam sobie, co właśnie zrobiłam. Zabiłam. Zabiłam żyjącą istotę, bez mrugnięcia okiem! Zabiłam i nawet nie poczułam się z tym źle! Co więcej podobało mi się to! Może ten ból nie jest aż taki straszny, tak jak w tej chwili ja sama.. Może to moja pokuta, za to co zrobiłam. No właśnie. Co ja zrobiłam? Złamałam zasady, ale w dobrym celu, to samo zrobiłam nie słuchając Zenkiego. Jedyne co dobrze zrobiłam to uratowanie Kate. Ale skoro zmieniłam bieg przyszłości, to czy coś się nie stanie? Czy zostanę za to ukarana?! Czy może jej przeznaczeniem było umrzeć, właśnie w tym momencie?! Nie. Śmierć nie jest pisana nikomu w tak krótkim czasie. Każdy powinien umrzeć śmiercią naturalną...Zaraz, chwila, stop! Czemu przestałam cokolwiek czuć? Chciałam się rozejrzeć i ujrzeć co się wokół mnie dzieje, lecz znów znalazłam się w ciemności. Jednak ta w żaden sposób nie przypominała tej , w której znajdywałam się w lesie lub podczas wizji. Może to jest prawdziwa śmierć? Może użycie tamtej mocy tak wyniszczyło mój organizm, że jestem na łożu śmierci? Czyli, będę mogła się spotkać z rodzicami.. Zaraz. Czemu ja słyszę śmiech? Rozejrzałam się dookoła i ujrzałam jakąś postać odwróconą do mnie plecami. Jego śmiech był melodią dla moich uszu, a moje ciało samo ruszyło w jego stronę. Im bardziej się przybliżałam, tym więcej widziałam. I nagle się zatrzymałam, bo przecudowny śmiech ucichł a jedyne co dało się słyszeć to jego krzyk rozpaczy. Ten krzyk łapał za serce, dlatego niewiele nad tym myśląc podbiegłam do niego, tuląc się do jego pleców. Jego krzyk ucichł, więc podniosłam wzrok do góry, natykając na czerwone oczy, w których było ukazane cierpienie, przemieszane z radością. Jego czarne włosy opadały mu łagodnie na czoło i twarz a reszta związana była w dość długiego warkocza. Odwzajemniłam uśmiech, a ten uśmiechnął się jeszcze szerzej i radośniej niczym małe dziecko. Poczułam jak moje serce przyśpiesza, że całe moje ciało pragnie przy nim być i go bronić. Oraz wydawał się dziwnie znajomy.. Chwila, czemu ten mężczyzna przypomina mi Judala z Magi: the kingdom of magic? Zamrugałam kilkakrotnie oczami, doszukując się jakiś podobieństw i znalazłam ich dość sporo. Nagle zrobił coś co naprawdę mnie zaskoczyło. Delikatnie odsłonił moje czoło i ucałował już niewidoczną bliznę przy skroni. Przez miejsce gdzie chwilę temu czułam jego miękkie wargi, rozniosło się gorąc oraz ogromny ból. Chciałam krzyczeć, lecz ten ukrył moją twarz w swojej klatce piersiowej, co stłumiło mój krzyk bólu. Kim on jest?! Co on mi zrobił?! I najważniejsze. Czemu czuje się przy nim tak bezpiecznie? Te pytania krążyły po mojej głowie nie pozwalając zapomnieć o bólu..
- Kim ty jesteś?- wyszeptałam a mój głos zabrzmiał niczym ciche granie skrzypiec. Ten odsunął mnie od siebie po czym założył kosmyk włosów za ucho.
- „Shina oriina. Wataatuik niimo ino.”- spojrzałam na niego lekko zdenerwowana. I nagle ciemność zaczęła go powoli pochłaniać, rozdzielając nas. Chciałam go złapać, jednak coś kościstego owinęło się dookoła mojego ciała...
- AAA!- z mojego gardła wydobył się przeraźliwy krzyk, który postawił mnie do pionu. Rozejrzałam się po otoczeniu i stwierdziłam jedno. Jestem w szpitalu. Po moim ciele przeszedł mimowolnie dreszcz obrzydzenia i strachu. Nienawidzę szpitali. Nagle drzwi się otworzyły a do środka wpadli przerażeni.. moi przyjaciele jak i paczka Zenkiego.
- Anka!- krzyknęła Bia i była pierwszą, która mnie do siebie przytuliła, a raczej to ona przytuliła się do mnie. Jej głowa wylądowała w moich piersiach a ja przycisnęłam ją jeszcze bliżej siebie.
- Bia zostaw ją. Też chcemy się nią nacieszyć.- powiedziała z uśmiechem Aiko. Nagle obok mnie pojawiła się Amu wraz z Hinatą. Dziewczyna odciągnęła Bię a Hinata.. Dał mi z liścia. Nawet nie wykłócałam się z nim. Wiedziałam, że na to zasługuje. Wiedziałam, że postąpiłam głupio i lekkomyślnie.
- Czy ciebie to już do reszty pogięło?! Wiesz, że mogłaś zginąć?! To co zrobiłaś było lekkomyślnie oraz nieodpowiedzialne!- i chyba by kontynuował, lecz przerwała mu moja mina. Wyrwałam sobie wszelakie aparatury by móc swobodniej się poruszać po czym wstałam. Na całe szczęście miałam na sobie swoją piżamę, która składała się z spodni od dresów oraz bokserki. Wzięłam głęboki wdech po czym go ominęłam i podeszłam do Kate. I bez zbędnych ceregieli przytuliłam ją do siebie.
- Tak się ciesze, że zdążyłam na czas. Całe szczęście, że nic ci się nie stało.- mruknęłam po czym odwróciłam się do Hinaty.- A ty jełopie... Co ci do łba strzeliło by iść za mną?! Miałam wszystko pod kontrolom, poza tym nie zaskoczył by mnie.- puknęłam się w czoło- A jeśli bardziej się postarał to nic mnie już nie zaskoczy.
- Nie mów chop puki nie przeskoczysz.- mruknął Zenki, który jako jedyny na mnie nie patrzył.- Nie musisz się bać. Wiedzą o naszej umowie, prawda?- spytał a każdy odwrócił wzrok. Ciekawe o czym im jeszcze powiedział.- O wizjach też. Tak samo nauczyciele, ale tylko o wizjach.- i w końcu na mnie spojrzał. A mnie przeszył ogromny ból w lewej ręce, który przeniósł się na całe ciało. Upadłam twarzą na ziemie, już chcieli do mnie podejść lecz kazałam im mnie zostawić. To moja kara. Kara za zabicie. Zagryzłam zęby by nie pozwolić żadnemu krzykowi wydobyć się z moich ust. Czułam jak coś łapie mi każde kości, jak te wbijają mi się w skórę oraz jak przebijają moje organy. Z moich ust wyleciała strużka krwi. Obok mnie pojawił się Zenki, który chciał mi pomóc jednak odepchnęłam go od siebie. Ciekawe, że mam jeszcze siły by się ruszać. Nagle drzwi się otworzyły a do sali wszedł prawdopodobnie lekarz, bo nakazał wszystkim opuszczenie pomieszczenia. Ten wziął mnie na ręce, szybko kładąc na łóżku i podłączając mnie do aparatury oraz coś wstrzykując w moje ciało. Moje powieki robiły się ciężkie, a chwilę później znów znalazłam się w ciemnościach. Leżałam a raczej dryfowałam w niej. Rozejrzałam się jednak nikogo nie ujrzałam, bo jednak miałam nadzieje na ujrzenie tego tajemniczego mężczyzny. Lecz go nie znalazła, co nie wiem czemu sprawiło mi ogromny ból jak i smutek. Tak wielki, że chciało mi się płakać. Tylko czemu? Przecież widziała go tylko jeden raz w całym swoim życiu...- Tak naprawdę to znasz mnie od bardzo dawna.- ktoś mruknął jej do ucha, wcześniej dmuchając na szyję. Pisnęłam a on pojawił się nade mną, uśmiechnięty i spoglądający na mnie w dość dziwny sposób.- Kim jesteś? I co znaczyło to co wcześniej powiedziałeś?- spytałam przyglądając mu się uważnie. Ten jedynie poczohrał mnie po włosach, z delikatnym uśmiechem na twarzy.
- Powinnaś dobrze wiedzieć. Ponieważ znasz odpowiedzi na twoje pytania, odpowiedz na nie sama.
- Ale jak mogę odpowiedzieć na nie sama, jeśli nawet cię nie znam!- krzyknęłam sfrustrowana jego pogrywanie ze mną. Ten jakby nigdy nic zaczął unosić się obok mnie i spoglądał przed siebie.
- Znasz i to dobrze. Po prostu twój umysł broni się przed tym co bolesne.- wyszeptał na tyle cicho, że z trudem to dosłyszałam. Jednak usłyszałam to i spojrzałam na niego w tym samym momencie co on na mnie.- Przykro mi to tobie mówić, ale czeka cię śmierć...
- ...ię.. ty...aj..ię.... TRZYMAJ SIĘ!- usłyszałam przeraźliwy, kobiecy krzyk, który był dla mnie niczym kubek zimnej wody. Rozpoznałam go. Należał do Isanami, która płakała. Nagle wszystko wskoczyło na swoje miejsce a ja przypomniałam sobie, co właśnie zrobiłam. Zabiłam. Zabiłam żyjącą istotę, bez mrugnięcia okiem! Zabiłam i nawet nie poczułam się z tym źle! Co więcej podobało mi się to! Może ten ból nie jest aż taki straszny, tak jak w tej chwili ja sama.. Może to moja pokuta, za to co zrobiłam. No właśnie. Co ja zrobiłam? Złamałam zasady, ale w dobrym celu, to samo zrobiłam nie słuchając Zenkiego. Jedyne co dobrze zrobiłam to uratowanie Kate. Ale skoro zmieniłam bieg przyszłości, to czy coś się nie stanie? Czy zostanę za to ukarana?! Czy może jej przeznaczeniem było umrzeć, właśnie w tym momencie?! Nie. Śmierć nie jest pisana nikomu w tak krótkim czasie. Każdy powinien umrzeć śmiercią naturalną...Zaraz, chwila, stop! Czemu przestałam cokolwiek czuć? Chciałam się rozejrzeć i ujrzeć co się wokół mnie dzieje, lecz znów znalazłam się w ciemności. Jednak ta w żaden sposób nie przypominała tej , w której znajdywałam się w lesie lub podczas wizji. Może to jest prawdziwa śmierć? Może użycie tamtej mocy tak wyniszczyło mój organizm, że jestem na łożu śmierci? Czyli, będę mogła się spotkać z rodzicami.. Zaraz. Czemu ja słyszę śmiech? Rozejrzałam się dookoła i ujrzałam jakąś postać odwróconą do mnie plecami. Jego śmiech był melodią dla moich uszu, a moje ciało samo ruszyło w jego stronę. Im bardziej się przybliżałam, tym więcej widziałam. I nagle się zatrzymałam, bo przecudowny śmiech ucichł a jedyne co dało się słyszeć to jego krzyk rozpaczy. Ten krzyk łapał za serce, dlatego niewiele nad tym myśląc podbiegłam do niego, tuląc się do jego pleców. Jego krzyk ucichł, więc podniosłam wzrok do góry, natykając na czerwone oczy, w których było ukazane cierpienie, przemieszane z radością. Jego czarne włosy opadały mu łagodnie na czoło i twarz a reszta związana była w dość długiego warkocza. Odwzajemniłam uśmiech, a ten uśmiechnął się jeszcze szerzej i radośniej niczym małe dziecko. Poczułam jak moje serce przyśpiesza, że całe moje ciało pragnie przy nim być i go bronić. Oraz wydawał się dziwnie znajomy.. Chwila, czemu ten mężczyzna przypomina mi Judala z Magi: the kingdom of magic? Zamrugałam kilkakrotnie oczami, doszukując się jakiś podobieństw i znalazłam ich dość sporo. Nagle zrobił coś co naprawdę mnie zaskoczyło. Delikatnie odsłonił moje czoło i ucałował już niewidoczną bliznę przy skroni. Przez miejsce gdzie chwilę temu czułam jego miękkie wargi, rozniosło się gorąc oraz ogromny ból. Chciałam krzyczeć, lecz ten ukrył moją twarz w swojej klatce piersiowej, co stłumiło mój krzyk bólu. Kim on jest?! Co on mi zrobił?! I najważniejsze. Czemu czuje się przy nim tak bezpiecznie? Te pytania krążyły po mojej głowie nie pozwalając zapomnieć o bólu..
- Kim ty jesteś?- wyszeptałam a mój głos zabrzmiał niczym ciche granie skrzypiec. Ten odsunął mnie od siebie po czym założył kosmyk włosów za ucho.
- „Shina oriina. Wataatuik niimo ino.”- spojrzałam na niego lekko zdenerwowana. I nagle ciemność zaczęła go powoli pochłaniać, rozdzielając nas. Chciałam go złapać, jednak coś kościstego owinęło się dookoła mojego ciała...
- AAA!- z mojego gardła wydobył się przeraźliwy krzyk, który postawił mnie do pionu. Rozejrzałam się po otoczeniu i stwierdziłam jedno. Jestem w szpitalu. Po moim ciele przeszedł mimowolnie dreszcz obrzydzenia i strachu. Nienawidzę szpitali. Nagle drzwi się otworzyły a do środka wpadli przerażeni.. moi przyjaciele jak i paczka Zenkiego.
- Anka!- krzyknęła Bia i była pierwszą, która mnie do siebie przytuliła, a raczej to ona przytuliła się do mnie. Jej głowa wylądowała w moich piersiach a ja przycisnęłam ją jeszcze bliżej siebie.
- Bia zostaw ją. Też chcemy się nią nacieszyć.- powiedziała z uśmiechem Aiko. Nagle obok mnie pojawiła się Amu wraz z Hinatą. Dziewczyna odciągnęła Bię a Hinata.. Dał mi z liścia. Nawet nie wykłócałam się z nim. Wiedziałam, że na to zasługuje. Wiedziałam, że postąpiłam głupio i lekkomyślnie.
- Czy ciebie to już do reszty pogięło?! Wiesz, że mogłaś zginąć?! To co zrobiłaś było lekkomyślnie oraz nieodpowiedzialne!- i chyba by kontynuował, lecz przerwała mu moja mina. Wyrwałam sobie wszelakie aparatury by móc swobodniej się poruszać po czym wstałam. Na całe szczęście miałam na sobie swoją piżamę, która składała się z spodni od dresów oraz bokserki. Wzięłam głęboki wdech po czym go ominęłam i podeszłam do Kate. I bez zbędnych ceregieli przytuliłam ją do siebie.
- Tak się ciesze, że zdążyłam na czas. Całe szczęście, że nic ci się nie stało.- mruknęłam po czym odwróciłam się do Hinaty.- A ty jełopie... Co ci do łba strzeliło by iść za mną?! Miałam wszystko pod kontrolom, poza tym nie zaskoczył by mnie.- puknęłam się w czoło- A jeśli bardziej się postarał to nic mnie już nie zaskoczy.
- Nie mów chop puki nie przeskoczysz.- mruknął Zenki, który jako jedyny na mnie nie patrzył.- Nie musisz się bać. Wiedzą o naszej umowie, prawda?- spytał a każdy odwrócił wzrok. Ciekawe o czym im jeszcze powiedział.- O wizjach też. Tak samo nauczyciele, ale tylko o wizjach.- i w końcu na mnie spojrzał. A mnie przeszył ogromny ból w lewej ręce, który przeniósł się na całe ciało. Upadłam twarzą na ziemie, już chcieli do mnie podejść lecz kazałam im mnie zostawić. To moja kara. Kara za zabicie. Zagryzłam zęby by nie pozwolić żadnemu krzykowi wydobyć się z moich ust. Czułam jak coś łapie mi każde kości, jak te wbijają mi się w skórę oraz jak przebijają moje organy. Z moich ust wyleciała strużka krwi. Obok mnie pojawił się Zenki, który chciał mi pomóc jednak odepchnęłam go od siebie. Ciekawe, że mam jeszcze siły by się ruszać. Nagle drzwi się otworzyły a do sali wszedł prawdopodobnie lekarz, bo nakazał wszystkim opuszczenie pomieszczenia. Ten wziął mnie na ręce, szybko kładąc na łóżku i podłączając mnie do aparatury oraz coś wstrzykując w moje ciało. Moje powieki robiły się ciężkie, a chwilę później znów znalazłam się w ciemnościach. Leżałam a raczej dryfowałam w niej. Rozejrzałam się jednak nikogo nie ujrzałam, bo jednak miałam nadzieje na ujrzenie tego tajemniczego mężczyzny. Lecz go nie znalazła, co nie wiem czemu sprawiło mi ogromny ból jak i smutek. Tak wielki, że chciało mi się płakać. Tylko czemu? Przecież widziała go tylko jeden raz w całym swoim życiu...- Tak naprawdę to znasz mnie od bardzo dawna.- ktoś mruknął jej do ucha, wcześniej dmuchając na szyję. Pisnęłam a on pojawił się nade mną, uśmiechnięty i spoglądający na mnie w dość dziwny sposób.- Kim jesteś? I co znaczyło to co wcześniej powiedziałeś?- spytałam przyglądając mu się uważnie. Ten jedynie poczohrał mnie po włosach, z delikatnym uśmiechem na twarzy.
- Powinnaś dobrze wiedzieć. Ponieważ znasz odpowiedzi na twoje pytania, odpowiedz na nie sama.
- Ale jak mogę odpowiedzieć na nie sama, jeśli nawet cię nie znam!- krzyknęłam sfrustrowana jego pogrywanie ze mną. Ten jakby nigdy nic zaczął unosić się obok mnie i spoglądał przed siebie.
- Znasz i to dobrze. Po prostu twój umysł broni się przed tym co bolesne.- wyszeptał na tyle cicho, że z trudem to dosłyszałam. Jednak usłyszałam to i spojrzałam na niego w tym samym momencie co on na mnie.- Przykro mi to tobie mówić, ale czeka cię śmierć...
„Hinata”
Wszyscy
siedzieliśmy jak na szpilkach w poczekalni, do której wygonił nas
lekarz. Każdy siedział w ciszy, przerywanej histerycznymi oddechami
dziewczyn. Zerknąłem na Saizo, który trzymał na kolanach Isanami,
a za dłonie Nanami i Bię, gdzie ta tuliła do siebie Kate. Ja
chwyciłem Aiko oraz Amu, gdzie stan różowowłosej był najgorszy z
nas wszystkich. To ona o wszystkim powiedziała i teraz cierpiała.
Byłem na siebie wściekły, za to że ją uderzyłem! Byłem
wściekły na Zenkiego, za to co jej zrobił oraz tak bardzo chciałem
przy niej być i wspierać tę wredną idiotkę, która teraz walczy
o życie! Każdy z nas wie co się dzieje, gdy w nasze ciała
zostanie nawet przypadkiem wczepiona jakakolwiek część mrocznego.
Zacisnąłem szczęki, próbując powstrzymać się od czegoś
głupiego.
- Hinata... Przepraszam.- powiedziała Amu, przykuwając wszystkich uwagę.
- Niby za co?
- Za co? Gdybym wcześniej znalazła ten telefon, lub gdybym wcześniej zajęła się poszukiwaniami to na pewno teraz nie byłoby takiej sytuacji!- wychrypiała zamykając oczy oraz zaciskając mocniej swoje dłonie. A ja nie mogłem nic powiedzieć, wiedziałem, że jeśli zacząłbym się z nią wykłócać to i tak by wygrała. Dlatego przytuliłem ją do siebie, całując w czubek jej włosów.
- To nie jest tylko i wyłącznie twoja wina. Też zawiodłem.
- Dlaczego.. dlaczego jesteście dla mnie aż tak wyrozumiali?!- krzyknęła wstając Kate.
- Kate uspokój się.- powiedziała do niej Bia, próbując posadzić ją z powrotem.
- Nie! To wszystko to moja wina! Gdybym tylko nie zostawiła jej samej, gdybym tylko poszła z nią na tą przeklętą stołówkę! To całe to zajście nie miałoby miejsca!
- Uspokój się!- krzyknąłem wstając. Podszedłem do niej, chwyciłem za ramiona i dałem jej z główki.
- Auć.
- Poczułaś ten ból? Uspokoiłaś się? Wiem jedno, to co się zdarzyło to już przeszłość a jej nie da się już zmienić. Teraz jedyne co możemy zrobić to trzymać kciuki i modlić się by tej idiotce udało się przeżyć. Bo teraz to jest najważniejsze.
- Dokładnie. Nasi lekarze nie pozwolą jej umrzeć.- powiedziała z przekonaniem Misao a ja prychnąłem.
- Ty chyba niczego nie wiesz prawda panienko? Kiedy do naszego organizmu dostanie się nawet kropla krwi mrocznego nasze ciało automatycznie się przed nią broni. Jeśli organizm nie zaakceptuje tej części, wtedy od razu ten osobnik umiera. Czas trwania akceptacji najkrócej trwa dzień, zaś najdłużej trzy dni. Im dłużej to trwa tym pewniejsze jest, że organizm nie da rady. Więc lepiej jeśli to szybko minie.
- Ale czy nie powinno być na odwrót? - spytał Kyo a wszyscy uczniowie klasy K spojrzeli na nich, a ja jako jedyny dalej patrzyłem na Misao.
- Wy to naprawdę jesteście bandą idiotów, a my musimy za was ginąć, bo wy nawet nie wiecie tak podstawowych rzeczy.
- Jak śmiesz!
- Zanim zaczniesz, powiedz dlaczego uważasz, iż powinno być na odwrót? Myślisz,że im dłużej organizm walczy tym ma większe szanse? Że mniej cierpi? Otóż nie. Podczas gdy my tu sobie rozmawiamy, Ania przechodzi katusze, jej kości są łamane, krew jest zbyt gorąca by mogła to wytrzymać, gotuje się od środka a jej organy są przebijane przez kości Marionetkarza. Ale kto wie? Może to tylko głupie plotki, głupich ochroniarzy, którzy przeszli przez coś tak drobiazgowego, że nawet nie jest to wartę uwagi osób, które uważają się za lepszych.- powiedziałem pełnym grozy głosem.. Po czym zostałem uderzony pięścią w twarz a tym kto to zrobił była Isanami, która stała nade mną ze łzami w oczach.
- .. Hinata-chan wiem, że nie przepadasz, za tym podziałem, ale to nie oznacza że możesz wygadywać takie bzdury! Sami wybraliśmy tę drogę i powinniśmy przez nią iść z dumnie uniesioną głową, tak samo jak Ania! Nawet nie wiem jak mogłam nazywać się jej przyjaciółką, nie wiedząc co tak naprawdę ona przechodzi..- wstałem i przytuliłem do siebie białowłosą.
- Przepraszam.- wyszeptałem, po czym ruszyłem przed siebie. Nikt mnie nie zatrzymał przez co bez żadnych przeszkód dotarłem pod jej salę, z której wychodził doktor.
- Ookai? A co ty tu robisz? Kazałem wam czekać w poczekalni.
- Wiem doktorze, jednak muszę wiedzieć co z nią.- powiedziałem patrząc do jej pokoju.
- Nie odpuścisz tak samo jak twoja siostra co?- spytał a ja odpowiedziałem mu uśmiechem.- Może wejdziemy do niej? Tam ci wszystko powiem.- przytaknąłem i weszliśmy do jej sali...
- Hinata... Przepraszam.- powiedziała Amu, przykuwając wszystkich uwagę.
- Niby za co?
- Za co? Gdybym wcześniej znalazła ten telefon, lub gdybym wcześniej zajęła się poszukiwaniami to na pewno teraz nie byłoby takiej sytuacji!- wychrypiała zamykając oczy oraz zaciskając mocniej swoje dłonie. A ja nie mogłem nic powiedzieć, wiedziałem, że jeśli zacząłbym się z nią wykłócać to i tak by wygrała. Dlatego przytuliłem ją do siebie, całując w czubek jej włosów.
- To nie jest tylko i wyłącznie twoja wina. Też zawiodłem.
- Dlaczego.. dlaczego jesteście dla mnie aż tak wyrozumiali?!- krzyknęła wstając Kate.
- Kate uspokój się.- powiedziała do niej Bia, próbując posadzić ją z powrotem.
- Nie! To wszystko to moja wina! Gdybym tylko nie zostawiła jej samej, gdybym tylko poszła z nią na tą przeklętą stołówkę! To całe to zajście nie miałoby miejsca!
- Uspokój się!- krzyknąłem wstając. Podszedłem do niej, chwyciłem za ramiona i dałem jej z główki.
- Auć.
- Poczułaś ten ból? Uspokoiłaś się? Wiem jedno, to co się zdarzyło to już przeszłość a jej nie da się już zmienić. Teraz jedyne co możemy zrobić to trzymać kciuki i modlić się by tej idiotce udało się przeżyć. Bo teraz to jest najważniejsze.
- Dokładnie. Nasi lekarze nie pozwolą jej umrzeć.- powiedziała z przekonaniem Misao a ja prychnąłem.
- Ty chyba niczego nie wiesz prawda panienko? Kiedy do naszego organizmu dostanie się nawet kropla krwi mrocznego nasze ciało automatycznie się przed nią broni. Jeśli organizm nie zaakceptuje tej części, wtedy od razu ten osobnik umiera. Czas trwania akceptacji najkrócej trwa dzień, zaś najdłużej trzy dni. Im dłużej to trwa tym pewniejsze jest, że organizm nie da rady. Więc lepiej jeśli to szybko minie.
- Ale czy nie powinno być na odwrót? - spytał Kyo a wszyscy uczniowie klasy K spojrzeli na nich, a ja jako jedyny dalej patrzyłem na Misao.
- Wy to naprawdę jesteście bandą idiotów, a my musimy za was ginąć, bo wy nawet nie wiecie tak podstawowych rzeczy.
- Jak śmiesz!
- Zanim zaczniesz, powiedz dlaczego uważasz, iż powinno być na odwrót? Myślisz,że im dłużej organizm walczy tym ma większe szanse? Że mniej cierpi? Otóż nie. Podczas gdy my tu sobie rozmawiamy, Ania przechodzi katusze, jej kości są łamane, krew jest zbyt gorąca by mogła to wytrzymać, gotuje się od środka a jej organy są przebijane przez kości Marionetkarza. Ale kto wie? Może to tylko głupie plotki, głupich ochroniarzy, którzy przeszli przez coś tak drobiazgowego, że nawet nie jest to wartę uwagi osób, które uważają się za lepszych.- powiedziałem pełnym grozy głosem.. Po czym zostałem uderzony pięścią w twarz a tym kto to zrobił była Isanami, która stała nade mną ze łzami w oczach.
- .. Hinata-chan wiem, że nie przepadasz, za tym podziałem, ale to nie oznacza że możesz wygadywać takie bzdury! Sami wybraliśmy tę drogę i powinniśmy przez nią iść z dumnie uniesioną głową, tak samo jak Ania! Nawet nie wiem jak mogłam nazywać się jej przyjaciółką, nie wiedząc co tak naprawdę ona przechodzi..- wstałem i przytuliłem do siebie białowłosą.
- Przepraszam.- wyszeptałem, po czym ruszyłem przed siebie. Nikt mnie nie zatrzymał przez co bez żadnych przeszkód dotarłem pod jej salę, z której wychodził doktor.
- Ookai? A co ty tu robisz? Kazałem wam czekać w poczekalni.
- Wiem doktorze, jednak muszę wiedzieć co z nią.- powiedziałem patrząc do jej pokoju.
- Nie odpuścisz tak samo jak twoja siostra co?- spytał a ja odpowiedziałem mu uśmiechem.- Może wejdziemy do niej? Tam ci wszystko powiem.- przytaknąłem i weszliśmy do jej sali...
„Ania”
Zostałam sama, a naokoło mnie dalej była ciemność. Dalej nie mogłam się otrząsnąć po tym co powiedział.
„- Przecież, to oczywiste, że czeka mnie kiedyś śmierć. Nikt nie jest nieśmiertelny.
- Źle mnie zrozumiałaś. Tak naprawdę w tej chwili twoje życie się skróciło do trzech dni.
- CO?! Ale jak to niby możliwe!?- zaczęłam panikować. Więc jedyne co mi pomagało w atakach paniki to było skulenie się w kulkę i przytulenie się samej. Lecz ten mnie zaskoczył i sam przytulił mnie do siebie dając poczucie iż nie jestem z tym sama.
- Uspokój się a wszystko ci wyjaśnię. Dobrze myślałaś, że zakłóciłaś bieg wydarzeń ratując tamtą dziewczynę, teraz ty musisz za to zapłacić. Dlatego fragment kości Marionetkarza wczepił się do twojej lewej ręki i teraz twój organizm walczy z ciałem obcym. Jeśli nie zaakceptuje go w ciągu trzech dni wszystkie twoje narządy zostaną przebite przez kości Marionetkarza, ale twoje serce oraz mózg zostaną nietknięte i zginiesz z przeogromnego bólu, a ból zmaga jedynie działanie jego kości i nim twoje serce przestanie bić to one je zmiażdżą.
- Czyli nie ma dla mnie ratunku?
- Głupolku. Jasne, że jest i to całkiem proste.- powiedział ze śmiechem a ja spojrzałam na niego pełnym nadziei spojrzeniem.
- Jaki?
- Musisz zgadnąć moje imię. Imię które dostałem od ciebie oraz to którym się przedstawiłem.”
- Agh! O co mogło mu chodzić! Przecież ja go widzę pierwszy raz na oczy!- uderzyłam się dłońmi w twarz i dalej spoglądałam w ciemność, która doprowadzała mnie do szału. Trzy dni co? Ciekawe jak je niby spędzę w tej pieprzonej nicości! Ehh. Dobra kobieto tylko spokojnie. Skoro ten facet mówi, że pomoże to chyba warto zaryzykować. Tylko imię? To będzie bułka z masłem, wystarczy że teraz się wyciszę i skupie na tym czego najbardziej pragnę... Hmm tylko jak mam to konkretnie zrobić? Nic nie wiem o patrzeniu w przeszłość. Miałam się tego uczyć właśnie teraz! Zenki obiecał, że po obozie zacznie mnie uczyć.. Zenki! Ten debil wszystkim wygadał o moich wizjach! Facet jest już martwy! Na pewno umrze przede mną! Więc nie mogę się tu poddać! Wzięłam wdech i rozpoczęłam swoją zabawę w „Zgaduj zgadula ,w której ręce złota kula” ..
„
Hinata”
Zostałem
przy niej sam. Leżała cała blada i nieprzytomna. Aparatura była
tak wnerwiająca, jednak tylko ona pozwalała na stwierdzenie czy
żyje czy nie. Dlatego jakąś ją wytrzymywałem. Spojrzałem na
nią. Ledwo unosiła swoją klatkę piersiową. Zaśmiałem się. Nie
myślałem, że przywiąże się kiedyś do kogoś tak szybko jak do
niej. Z pozostałymi znam się od dzieciństwa, odkąd poszliśmy do
przedszkola a ją? Znam ją niespełna cały miesiąc a czuję
jakbyśmy znali się od zawsze.
Udanych wakacji!
Oparłem
dłonie obok jej głowy i ułożyłem się na nich. Przyjrzałem jej
się uważnie, chcąc zapamiętać ją taką jaka jest teraz. Jeśli
jej organizm zaakceptuje mrocznego to już nigdy nie będzie taka
sama. Jej ciało się zmieni, ale to jest lepsze niż to gdyby miała
umrzeć. Ciekawe czy Toyoi jest na przygotowany. Bo tak naprawdę
gdyby nie jego głupia zachłanność oraz idiotyzm to teraz nie
przechodziłaby przez to. Agh! To nie fair względem niej!
- Debilko... Proszę otwórz te oczy i zacznij się ze mną wygłupiać... Przecież coś mi obiecałaś idiotko. Więc proszę cię, obudź się szybko.- mruknąłem sennym głosem. Czułem jak moje powieki same robią się ciężkie i po chwili byłem zabierany w objęcia Morfeusza...
- Debilko... Proszę otwórz te oczy i zacznij się ze mną wygłupiać... Przecież coś mi obiecałaś idiotko. Więc proszę cię, obudź się szybko.- mruknąłem sennym głosem. Czułem jak moje powieki same robią się ciężkie i po chwili byłem zabierany w objęcia Morfeusza...
***
Witam was wszystkich w te przepiękne wakacje! Mam nadzieje, że ktoś zainteresował się którymś z konkursów do których zachęcam. Mam wielką nadzieje, że moja historia was zaciekawiła i tu teraz mała gra. Jak ma na imię tajemnicza postać? Liczę na wasze komentarze, które pomagają mi w dalszym pisaniu i postaram się dobić przez te wakacje przynajmniej do dwudziestego rozdziału lub szesnastego. Więc trzymajcie kciuki i komentujcie.
sobota, 11 czerwca 2016
Informacja 2#
.... Grobowa cisza...
Nie no dobra. Informacja nie dotyczy tego samego co pierwsza, czyli że komp się wyczyścił i nie mam nic. Nie. Bardziej to zapytanie was, więc tytuł powinien być raczej inny.... Koniec rozmyślania. Czas powiedzieć o co mi chodzi. A więc moja zacna(głupia) istotka, wpadła na pomysł by urządzić konkurs. Na co? Na dwie rzeczy.
Konkurs I
" Nowa Postać"
" Nowa Postać"
Tak, tak. Pragnę byście stworzyli nową postać, która będzie mieć wpływ na dalszy los naszej bohaterki.
Składający powinien umieścić w komentarzu:
Składający powinien umieścić w komentarzu:
1. Nick
2. Imię postaci: np. Ichisono Uta
3. Płeć: np. mężczyzna
4. Wiek: np. 14
5.Rasa: np. wampir
6. Opis:
7. Klasa: W zależności od wieku lub możecie w tym punkcie napisać " Do decyzji autora"
8. Zdjęcie: bo bez wyglądu to nie tak bardzo
Konkurs II
" Inna Śmierć"
W tym konkursie pragnę byście napisali krótkiego one-shota, o dowolnej parze z tego bloga. Prace trzeba wysłać na mojego maila ( kiarajaros1@gmail.com)
Pary do wyboru do koloru:
1. Ania&Zenki
2. Amu&Ikuto
3. Hinata&Kenji
4. Misao&Kyo
5. Bia&Kate
6. Isanami&Saizo
7. Lub możecie wybrać dwie dowolne postacie, które do tej pory pojawiły się w opowiadaniu, np. Ania&Hinata
Obydwie prace konkursowe można składać przez całe wakacje. A dokładniej do 10 września. Wtedy wybiorę zwycięzce.
Nagrody:
1. Jego blog będzie reklamowany na moim blogu
2. Postać/ Opowiadanie pojawi się na blogu.
3. Oraz niespodzianka ode mnie.
Tak więc zapraszam do wzięcia udziału. Czekam z niecierpliwością.
Ps. W każdym zgłoszeniu trzeba umieścić adres bloga, który chcecie by został reklamowany. Jeśli nie masz to poproszę o maila, bym mogła w razie czego się z tobą skontaktować.
No to papatki :)
Judar
niedziela, 22 maja 2016
Rozdział 11
Biegłam
ile sił w nogach, kompletnie nie wiedząc w którą stronę powinnam
się udać! Czemu do cholery nie umiem przewidywać przyszłości
wtedy kiedy tego chce?! Zaraz, przypomnij sobie co mówili
nauczyciele... Mam! „ Jedynym kluczem do sukcesu i odnalezienia
swoich ukrytych zdolności jest współpraca ze swoimi instynktami
oraz z własną naturą. Jednakże nim się do tego zabierzecie
musicie dobrze znać samych siebie..” Czy ja znam siebie? Nie, tego
jestem pewna, lecz to nie jest czas na szukanie innych rozwiązań.
Przystanęłam obok wielkiej sosny, zamknęłam oczy i próbowałam
się wyciszyć. Wyobraziłam sobie scenę, z mojego ulubionego anime
„ Naruto” gdy główny bohater znajduje się przed klatką lisa.
Tylko że, w mojej klatce nie było lisa. Była tylko ciemność i
nic więcej. Niby nic strasznego, lecz się tego lękałam. Słyszałam
bicie serca , oddech oraz jakby jakieś szpony ocierały o kamień,
chcąc w ten sposób się naostrzyć. Bałam się, jednak to nie był
czas na strach. Czyjeś życie wisi na włosku a tylko ja wiem gdzie
ona jest! Więc weź się w garść kobieto! Krzyknęłam do siebie w
myślach, dając przy okazji mentalnego liścia w twarz. To mi
pomogło i wykonałam parę pewnych kroków w stronę klatki. Na
dźwięk moich kroków, odgłosy wydawane zza krat ucichły, a gdy
byłam już na wyciągnięcie ręki przy kłódce z ciemności
zaczęła formować się kobieca sylwetka. A raczej jej tułów.
Twarz ukryta była pod kapturem i jedyne co mogłam ujrzeć to jej
czerwone niczym krew oczy. Wyciągnęła w moją stronę dłoń, z której spływała czarna maź.
- Pragniesz mocy... Pragniesz siły.... Pragniesz wiedzy.... Pragniesz uratować tę dziewkę? A więc zaakceptuj mnie i wypuść...- usłyszałam ten sam melodyjny głos, który od jakiegoś czasu mówi do mnie. A więc to byłam ja sama? Lub raczej moja energia. Nie wiem, lecz nie to jest teraz ważne!
- Pragnę twojej pomocy, a nie tego byś mnie opętała. Podaruj mi moc oraz siłę i wiedzę tylko na czas uratowania jej. Gdy to zrobię i przeżyję, sama dojdę do prawdy i wtedy odpowiem ci pełną odpowiedzią czy cię akceptuje.- powiedziałam pewnie i nawet nie czekałam na jej odpowiedź. Jakbym już to wielokrotnie robiła, przysunęłam się do niej i pocałowałam ją w świeżo utworzone usta...
- Pragniesz mocy... Pragniesz siły.... Pragniesz wiedzy.... Pragniesz uratować tę dziewkę? A więc zaakceptuj mnie i wypuść...- usłyszałam ten sam melodyjny głos, który od jakiegoś czasu mówi do mnie. A więc to byłam ja sama? Lub raczej moja energia. Nie wiem, lecz nie to jest teraz ważne!
- Pragnę twojej pomocy, a nie tego byś mnie opętała. Podaruj mi moc oraz siłę i wiedzę tylko na czas uratowania jej. Gdy to zrobię i przeżyję, sama dojdę do prawdy i wtedy odpowiem ci pełną odpowiedzią czy cię akceptuje.- powiedziałam pewnie i nawet nie czekałam na jej odpowiedź. Jakbym już to wielokrotnie robiła, przysunęłam się do niej i pocałowałam ją w świeżo utworzone usta...
Byłam
cieniem, poruszającym się gdy nikt nie patrzy. Nie myślałam,
jedyne co mną rządziło to instynkt i powiewający wiatr, który z
delikatnym oddechem przyśpieszył. Byłam nicością, nie byłam
ciałem. Byłam a zarazem nie byłam duszą. Pędziłam za
przezroczystą, emitującą delikatny blask smugą. Wyczuwałam
strach, cierpienie, upokorzenie i załamanie płynące od niej. Nie
myśl, po prostu oddaj mi się całkowicie... Tylko do uratowania
jej... Tak, dokładnie. Dajmy porwać się temu prądowi..
„
Narracja trzecioosobowa”
Nagle
całe ciało zostało rozerwane na strzępy, niczym kawałki płótna.
Po chwili z każdego z tych kawałków utworzyła się postać małego
czarnego kota i każdy z nich uciekł w inną stronę. Nasłuchiwali
, węszyły, polowały. Dla zwykłego człowieka były
niedostrzegalne a dla demona, niewyraźnym cieniem, który nigdy nie
przykuwa niczyjej uwagi. W ciągu kilku sekund wszystkie kawałki
ciała dziewczyny złączyły się w całość, ponieważ ich zadanie
zostało wykonane. Szatynka rozejrzała się dokładnie po otoczeniu.
Dobrze znała to miejsce i trochę się obawiała. „ Dobra, muszę
się pośpieszyć. Jeśli mój instynkt mnie nie myli, to mamy góra piętnaście minut, nim moja wizja się rozpocznie.” powiedziała
sama do siebie, po czym podbiegła w stronę płaczącej Kate.
Wyciągnęła w jej stronę dłoń i delikatnie pogłaskała po
włosach, czym poinformowała dziewczynę o swojej obecności. Ta
spojrzała na nią cała zapłakana oraz zasmarkana. Szatynka szybko
podała jej paczkę chusteczek, które jakimś sposobem miała przy
sobie.
- Cco ty tu robisz Karp?
- Ja? Przyszłam po pewną, niesamowitą dziewczynę, która płacze w samotności. Chodź Kate. Niedługo mamy spotkanie, a chyba nie chcesz mieć tak samo jak ja z Hinatą dodatkowych treningów oraz sprzątania całego szkolnego ogrodu, co?- spytała kucając przed nią i uśmiechając łagodnie. Wiedziała co robi. Manipulowała. Lecz wiedziała iż robi to w dobrej sprawie.
- Nie brzydzisz się?- wypaliła nawet na nią nie patrząc, czym przerwała jej starania.
- Czego?
- Tego iż jestem lesbijką. A co jeśli bym się w tobie zakochała?
- Wcale a wcale. Jakbyś nie zauważyła to przyjaźnie się z gejem i lesbą. A co do tego drugiego to byłabym uradowana iż darzysz mnie takim uczuciem, lecz musiałabym odmówić. Mam kogoś kogo kocham i nie chce go zdradzać oraz kłopotać. Tak samo jest z tobą. A teraz chodźmy. Pokaż temu jełopowi, który cię rzucił iż popełnił największy błąd w swoim życiu.- puściła do niej oczko, chwyciła zza dłoń i podniosła wraz ze sobą. Dyskretnie się rozejrzała i zabluźniła cicho pod nosem. Miały mało czasu.
- Kate czy byłabyś taka dobra i kryła mnie przez półgodziny? Przypomniałam sobie iż miałam coś zebrać dla Hinaty, aby go trochę pownerwiać.
- Nie zgubisz się? Przecież jesteś tu dopiero pierwszy raz.- ta zaśmiała się radośnie, zawiał w tym samym momencie delikatny wiatr, który porwał jej włosy wraz z liśćmi, przez co dziewczyna wyglądała niczym nimfa leśna.
- Nie, nie zgubie się. Tak się składa iż jesteśmy w okolicy mojego starego domu, więc znam te lasy lepiej niż ktokolwiek inny.- powiedziała, czym przekonała z użyciem przekonującego uśmiechu. Kate jakby pociągana za sznurki niczym marionetka, udała się szybkim krokiem, wręcz biegiem w stronę obozu. Ania znowu przymknęła powieki, wsłuchiwała się w odgłosy lasu. Słyszała głosy ze strony obozu oraz potknięcie, zapewne Kate o korzeń, będący na granicy bariery jak i krzyk ich wychowawcy na nią. Uśmiechnęła się sama do siebie, otwierając oczy i poprawiając włosy, które po chwili związała w szybkiego kucyka.
- Czas na show.- powiedziała sama do siebie po czym puściła się biegiem w stronę opuszczonego szpitala, gdzie czekała ją randka z przeznaczeniem....
- Cco ty tu robisz Karp?
- Ja? Przyszłam po pewną, niesamowitą dziewczynę, która płacze w samotności. Chodź Kate. Niedługo mamy spotkanie, a chyba nie chcesz mieć tak samo jak ja z Hinatą dodatkowych treningów oraz sprzątania całego szkolnego ogrodu, co?- spytała kucając przed nią i uśmiechając łagodnie. Wiedziała co robi. Manipulowała. Lecz wiedziała iż robi to w dobrej sprawie.
- Nie brzydzisz się?- wypaliła nawet na nią nie patrząc, czym przerwała jej starania.
- Czego?
- Tego iż jestem lesbijką. A co jeśli bym się w tobie zakochała?
- Wcale a wcale. Jakbyś nie zauważyła to przyjaźnie się z gejem i lesbą. A co do tego drugiego to byłabym uradowana iż darzysz mnie takim uczuciem, lecz musiałabym odmówić. Mam kogoś kogo kocham i nie chce go zdradzać oraz kłopotać. Tak samo jest z tobą. A teraz chodźmy. Pokaż temu jełopowi, który cię rzucił iż popełnił największy błąd w swoim życiu.- puściła do niej oczko, chwyciła zza dłoń i podniosła wraz ze sobą. Dyskretnie się rozejrzała i zabluźniła cicho pod nosem. Miały mało czasu.
- Kate czy byłabyś taka dobra i kryła mnie przez półgodziny? Przypomniałam sobie iż miałam coś zebrać dla Hinaty, aby go trochę pownerwiać.
- Nie zgubisz się? Przecież jesteś tu dopiero pierwszy raz.- ta zaśmiała się radośnie, zawiał w tym samym momencie delikatny wiatr, który porwał jej włosy wraz z liśćmi, przez co dziewczyna wyglądała niczym nimfa leśna.
- Nie, nie zgubie się. Tak się składa iż jesteśmy w okolicy mojego starego domu, więc znam te lasy lepiej niż ktokolwiek inny.- powiedziała, czym przekonała z użyciem przekonującego uśmiechu. Kate jakby pociągana za sznurki niczym marionetka, udała się szybkim krokiem, wręcz biegiem w stronę obozu. Ania znowu przymknęła powieki, wsłuchiwała się w odgłosy lasu. Słyszała głosy ze strony obozu oraz potknięcie, zapewne Kate o korzeń, będący na granicy bariery jak i krzyk ich wychowawcy na nią. Uśmiechnęła się sama do siebie, otwierając oczy i poprawiając włosy, które po chwili związała w szybkiego kucyka.
- Czas na show.- powiedziała sama do siebie po czym puściła się biegiem w stronę opuszczonego szpitala, gdzie czekała ją randka z przeznaczeniem....
„ Amu”
Denerwowałam
się, bo nigdzie nie mogłam znaleźć swojego telefonu, a przecież
miał napisać do mnie Ikuto! Westchnęłam. Ładny mi shinigami,
który nie potrafi znaleźć swojego telefonu! Nagle dostałam
olśnienia. Wyciągnęłam dłoń w stronę łóżka, a raczej pod
poduszkę i już go miałam! Jaka ja mądra jestem! No to skoro
znalazłam swoją zgubę to zadzwonię do mojego kocurka i.. Zaraz
chwila. Wiadomość od Anki i to półgodziny temu? Szybko ją
otworzyłam i wybiegłam z domku po drodze potrącając kogoś z
klasy A. Jednak nie to było teraz ważne. Nie napisałaby aby
nauczyciele włączyli stan gotowości, gdyby to czegoś nie
znaczyło. Rozejrzałam się i ujrzałam naszego wychowawcę jak drze
się na Kate. Podbiegłam do niego, w tym samym czasie co Toyoi. Jak
dobrze się składa!
- Sensei! Niech mnie sensei posłucha! Trzeba włączyć stan gotowości. Toyoi-senpai mógłbyś pokazać Sera-senseiowi rysunek, który dała ci Ania?
- Skąd ty.. Ale masz rację. Proszę. Czy nie wygląda on dość znajomo?- spytał przekazując mu rysunek a my patrzyłyśmy na nauczyciela, którego wyraz twarzy zmienił się w ciągu dwóch sekund.
- Toyoi-san upewnij się iż wszyscy uczniowie są w sali na spotkaniu. Taylor ty wraz z Aizawą poinformujecie tylko dyskretnie strażników o użyciu kodu piątego. A teraz niech ktoś mi powie gdzie jest Karp. Muszę wypytać ją o ten rysunek..
- Jej jeszcze nie ma sensei. Poprosiła mnie abym przyszła przed nią bo chciała chwilę posiedzieć samej i coś pozbierać dla Ooaki-kuna. Ale mówiła iż to jej rodzinne strony i iż się nie zgubi!
- Rozumiem. Dziękuje iż mi o tym powiedziałaś. Idźcie na spotkanie, resztą zajmę się osobiście. Toyoi-san proszę na chwilę ze mną.- poprosił go i ruszyli w tylko im znaną stronę. A ja spojrzałam na Kate i ruszyłyśmy wykonać polecenie nauczyciela. Wyciągnęłam telefon i próbowałam zadzwonić do tej idiotki, jednak nie odbierała. Kurwa Anka gdzie ty jesteś?!
- Sensei! Niech mnie sensei posłucha! Trzeba włączyć stan gotowości. Toyoi-senpai mógłbyś pokazać Sera-senseiowi rysunek, który dała ci Ania?
- Skąd ty.. Ale masz rację. Proszę. Czy nie wygląda on dość znajomo?- spytał przekazując mu rysunek a my patrzyłyśmy na nauczyciela, którego wyraz twarzy zmienił się w ciągu dwóch sekund.
- Toyoi-san upewnij się iż wszyscy uczniowie są w sali na spotkaniu. Taylor ty wraz z Aizawą poinformujecie tylko dyskretnie strażników o użyciu kodu piątego. A teraz niech ktoś mi powie gdzie jest Karp. Muszę wypytać ją o ten rysunek..
- Jej jeszcze nie ma sensei. Poprosiła mnie abym przyszła przed nią bo chciała chwilę posiedzieć samej i coś pozbierać dla Ooaki-kuna. Ale mówiła iż to jej rodzinne strony i iż się nie zgubi!
- Rozumiem. Dziękuje iż mi o tym powiedziałaś. Idźcie na spotkanie, resztą zajmę się osobiście. Toyoi-san proszę na chwilę ze mną.- poprosił go i ruszyli w tylko im znaną stronę. A ja spojrzałam na Kate i ruszyłyśmy wykonać polecenie nauczyciela. Wyciągnęłam telefon i próbowałam zadzwonić do tej idiotki, jednak nie odbierała. Kurwa Anka gdzie ty jesteś?!
„Ania”
Zatrzymałam
się tuż przed wejściem. Do mojej głowy wracały wspomnienia,
jakie miałam z tym miejscem oraz coś jeszcze. Widziałam wszystkie
sceny z moich wizji. Pokój, korytarz, dach. I mroczny. Mimowolnie po
moich plecach przeszły ciarki, lecz nie mogłam pozwolić sobie na
chwilę słabości. Skoro postanowiłam iż ocalę Kate, będę to
robić, puki tego nie wypełnię, nie ważne jakim kosztem. Mogę
umrzeć, lecz nie później niż ten pieprzony mroczny... Dobra,
Zenki mówił iż ten kogo narysowałam nazywany jest marionetkarzem.
Ta nazwa coś mi mówi, oprócz tego iż jest mrocznym III kategorii!
Skup się! Wzięłam głęboki wdech, wyciszając swój umysł a po
chwili już wiedziałam. Jego siła czerpała się z krzyku
wydobywanego ze swoich ofiar, dlatego wtedy w mojej wizji gdy
krzyczałam czułam jak powoli odchodzą ze mnie wszystkie siły.
Czyli wystarczy iż nie będę krzyczeć? Przecież tak się nie da!
Nie kiedy jakiś psychol wbija ci się w twoje ciało i chce byś
krzyczała! To tak, jakbym była Bellą, która stała twarzą w
twarz z Jamesem i nie chciała krzyczeć, by nie ranić Edwarda.
Lecz nie mogłam, się teraz poddać. Dałam sobie z liścia i
ruszyłam przed siebie. Na całe szczęście wiedziałam iż nie
jestem sama. Czułam dalej tę nieznaną a zarazem znajomą obecność,
tego co we mnie tkwiło i to dawało jakieś poczucie bezpieczeństwa.
Ruszyłam przed siebie, skupiając się na swojej przyszłości.
Przynajmniej próbowałam, bo i tak po raz kolejny mi to nie wyszło.
Powoli ruszyłam do przodu, znów wyobrażając sobie tą ciemność,
gdzie była ONA. Tym razem nic nie powiedziała a ja znów
wiedziałam co mam zrobić...
„ Narracja
trzecioosobowa”
Muzyka
Muzyka
Dziewczyna
otworzyła oczy a ich białka były wypełnione czerwienią krwi
natomiast źrenice miały dziki wyraz oraz czarne tęczówki a
zamiast źrenic przez całą tęczówkę przebiegały czerwone żyły.
Teraz jedyne co widziała to wizję przyszłości oraz wymieszane z
nią jej ruchy i teraźniejszość. To było niczym nachodzenie na
siebie różnych warstw zdjęć o różnej przeźroczystości. Pewnym
ruchem otworzyła zardzewiałe drzwi i zanurzyła się w ciemności.
Nie czuła strachu, niepewności czy lęk. Nie, jedyne co czuła to
pewność iż chce kogoś zabić. Widziała co się stanie gdy skręci
w lewo, co gdy ruszy prosto a jedyna bezpieczna droga to była w
prawo. Ruszyła biegiem w odpowiednią stronę a chwilę później
przebiegła przez ścianę, a raczej jej ciało stało się cieniem i
niczym cień przemierzała cały budynek aż GO znalazła. Jej ciało
powróciło do swojego pierwotnego kształtu, czym wróciła jego uwagę na sobie. Spomiędzy jego zębów wydobył się przeraźliwy
oraz przypominający odpalającą piłę mechaniczną warkot. Ona
jedynie spogląda na niego a jej usta wykrzywiają się w dzikim
uśmiechu, mówiącym o wyzwaniu go na pojedynek o terytorium.
Marionetkarz, szykuje swoje „ nici” do oplątania i zawładnięcia
jej ciałem, lecz gdy miały wbić się w jej układ nerwowy oraz
każdy istotny punkt ciała, zostały przecięte za pomocą czarnego
pnącza. Jego „oczy” przyjrzały się uważniej dziewczynie i z
warknięciem ruszył do ataku. A ona, z uśmiechem na ustach
czeka....
„ Hinata”
Siedziałem
w kącie sali a wraz ze mną Saizo, Isanami, Amu i Kate. Amerykanka
mówiła nam dokładnie chyba po raz setny co zdarzyło się nim nie
rozłączyła się a Anką.
- Nie mówisz nam prawdy Kate.- wyszeptała Amu, przyglądając się jej uważnie. Była mocno wkurzona, nie na dziewczynę tylko na samą siebie i Karp bo nie może zobaczyć co się z nią dzieje. Ja też byłem na słowianeczkę mega wkurwiony, ale i na siebie. Kurwa czemu nie byłem przy niej?! Czemu nie mogłem jej znaleźć... Zaraz, zaraz. W mojej głowie pojawił się ryzykowny, ale możliwy do realizacji plan. Szybko rozejrzałem się czy nikt nie wraca na nas uwagi, po czym dotknąłem każdego z nich. „ Mam plan jak odnaleźć Ankę. Ale musimy się wymknąć. Stary numer z toaletą?”, przekazałem im w myślach, na co każdy przytaknął. Spojrzałem na Isanami oraz Amu. Zamrugały dwa razy, więc mogliśmy przejść do dalszej części. „ Kate, gdy dziewczyny będą rozmawiały ze strażnikami, ty przeprowadzisz mnie i Saizo poza budynek. Spotykamy się przy domku Kate.”. Dziewczyny wstały i udały się do strażników, natomiast Kate przysunęła się bliżej nas. Chwyciła nasze dłonie, a ja nie spuszczałem spojrzenia z dziewczyn. Właśnie rozmawiały ze strażnikami i jakoś ich przekonywały by ich wypuścili. Z miny Saizo, wywnioskowałem iż się udało. Teraz kolej na Kate. Dziewczyna, zamknęła oczy a po chwili zapadliśmy się pod ziemie. Dosłownie! Całe szczęście, że nie krzyknęliśmy bo byłoby po całym planie. Chwilę później wynurzyliśmy się i byliśmy w ich domku. Dziewczyn jeszcze nie było, więc mogłem działać. Jednak nie ma to jak być w połowie wilkołakiem. Odnalazłem torbę brunetki, wkładając do jej środka twarz i zapamiętując jej woń. Chwilę później wynurzyłem głowę a w pomieszczeniu byli już wszyscy. Spojrzałem znacząco na Isanami, ta szybko otoczyła nas ognistymi nićmi, które nie puszczą oraz nic nam nie zrobią, natomiast nas ochronią. Kate za ich pomocą wciągnęła nas wszystkich pod ziemię, a gdy się wyłoniliśmy znajdowaliśmy się pod wielkim dębem, a kawałek dalej rozpoczynała się polana. Zaciągnąłem się i wiedziałem iż to tu się rozdzieliły. Spojrzałem na ducha, a ona patrzyła się w swoje nogi. Amu poklepała dziewczynę po ramieniu, coś do niej szepcząc, jednak nie skupiałem się na tym. Moim zadaniem było odnaleźć Anie. Usiadłem na ziemi, zamknąłem oczy i próbowałem się wyciszyć. Po chwili słyszałem wszystko. Bicia serc moich przyjaciół, pulsującą w ich żyłach krew, spływający pot, pocieranie ich ciał i całą resztę, lecz to czego szukałem znajdowało się znacznie dalej. Skupiłem się jeszcze bardziej i po niespełna, dłużącej się minucie usłyszałem, przyśpieszone bicie serca, spowodowane adrenaliną oraz charakterystyczny odgłos ciała. Warknąłem, bo wiedziałem do kogo on należał. Mroczny, a dokładniej Marionetkarz. Szybko wstałem i bez słowa udałem się na północny- wschód, tam gdzie była brunetka. W myślach przekazałem wszystko czego się dowiedziałem i dowiadywałem. Walczyła, lecz nie mogłem mieć pewności czy wygrywa. Przyśpieszyłem a jedyne o czym marzyłem to to by przeżyła...
- Nie mówisz nam prawdy Kate.- wyszeptała Amu, przyglądając się jej uważnie. Była mocno wkurzona, nie na dziewczynę tylko na samą siebie i Karp bo nie może zobaczyć co się z nią dzieje. Ja też byłem na słowianeczkę mega wkurwiony, ale i na siebie. Kurwa czemu nie byłem przy niej?! Czemu nie mogłem jej znaleźć... Zaraz, zaraz. W mojej głowie pojawił się ryzykowny, ale możliwy do realizacji plan. Szybko rozejrzałem się czy nikt nie wraca na nas uwagi, po czym dotknąłem każdego z nich. „ Mam plan jak odnaleźć Ankę. Ale musimy się wymknąć. Stary numer z toaletą?”, przekazałem im w myślach, na co każdy przytaknął. Spojrzałem na Isanami oraz Amu. Zamrugały dwa razy, więc mogliśmy przejść do dalszej części. „ Kate, gdy dziewczyny będą rozmawiały ze strażnikami, ty przeprowadzisz mnie i Saizo poza budynek. Spotykamy się przy domku Kate.”. Dziewczyny wstały i udały się do strażników, natomiast Kate przysunęła się bliżej nas. Chwyciła nasze dłonie, a ja nie spuszczałem spojrzenia z dziewczyn. Właśnie rozmawiały ze strażnikami i jakoś ich przekonywały by ich wypuścili. Z miny Saizo, wywnioskowałem iż się udało. Teraz kolej na Kate. Dziewczyna, zamknęła oczy a po chwili zapadliśmy się pod ziemie. Dosłownie! Całe szczęście, że nie krzyknęliśmy bo byłoby po całym planie. Chwilę później wynurzyliśmy się i byliśmy w ich domku. Dziewczyn jeszcze nie było, więc mogłem działać. Jednak nie ma to jak być w połowie wilkołakiem. Odnalazłem torbę brunetki, wkładając do jej środka twarz i zapamiętując jej woń. Chwilę później wynurzyłem głowę a w pomieszczeniu byli już wszyscy. Spojrzałem znacząco na Isanami, ta szybko otoczyła nas ognistymi nićmi, które nie puszczą oraz nic nam nie zrobią, natomiast nas ochronią. Kate za ich pomocą wciągnęła nas wszystkich pod ziemię, a gdy się wyłoniliśmy znajdowaliśmy się pod wielkim dębem, a kawałek dalej rozpoczynała się polana. Zaciągnąłem się i wiedziałem iż to tu się rozdzieliły. Spojrzałem na ducha, a ona patrzyła się w swoje nogi. Amu poklepała dziewczynę po ramieniu, coś do niej szepcząc, jednak nie skupiałem się na tym. Moim zadaniem było odnaleźć Anie. Usiadłem na ziemi, zamknąłem oczy i próbowałem się wyciszyć. Po chwili słyszałem wszystko. Bicia serc moich przyjaciół, pulsującą w ich żyłach krew, spływający pot, pocieranie ich ciał i całą resztę, lecz to czego szukałem znajdowało się znacznie dalej. Skupiłem się jeszcze bardziej i po niespełna, dłużącej się minucie usłyszałem, przyśpieszone bicie serca, spowodowane adrenaliną oraz charakterystyczny odgłos ciała. Warknąłem, bo wiedziałem do kogo on należał. Mroczny, a dokładniej Marionetkarz. Szybko wstałem i bez słowa udałem się na północny- wschód, tam gdzie była brunetka. W myślach przekazałem wszystko czego się dowiedziałem i dowiadywałem. Walczyła, lecz nie mogłem mieć pewności czy wygrywa. Przyśpieszyłem a jedyne o czym marzyłem to to by przeżyła...
„ Narracja
trzecioosobowa”
Dziewczyna
zwinnie unikała ciosów napastnika, co jakiś czas samej je zadając.
Uciekała, lecz nie ze strachy. To była jej strategia. Musiała
dostać się na dach, bo widziała iż tam uda jej się go zabić.
Lecz musiała być precyzyjna, nie mogła pozwolić sobie na żadne
nie powodzenie. Nagle przed jej oczami ukazała się nowa wizja
przyszłości. A w niej ujrzała martwe ciało Hinaty oraz
rozszarpywane powoli ciało Amu i Kate. Nic nie zrobiłaś, nie
przerwałaś biegu, ani też nie przeszedł po twoim ciele dreszcz
niepokoju. Jedynie przyśpieszyłaś, zaprowadzając go na dach. Tam
raptownie się zatrzymujesz i ustawiasz się w pozycji obronnej.
Czekała, nasłuchiwała i spoglądała w przyszłość. Nie musiała
długo czekać, po chwili spod ziemi wyłoniły się ludzkie kości,
które chciały obtoczyć się naokoło twojego ciała. Automatycznie
twoje ciało otoczyły czarne macki, broniąc i niszcząc broń
mrocznego. Odskakujesz w bok, a na twoim miejscu pojawia się
marionetkarz. W twoim ciele buzowała adrenalina i wielka ochota
zabicia go, dla samej zabawy. Uśmiechasz się morderczo, odsłaniając
swoje kły i ruszasz na niego w tym samym momencie co on. W tym samym
czasie w ich stronę kierowały się dwie grupy osób. Pierwszą byli
jej przyjaciele, którzy martwili się o nią i podążając zza
nosem Hinaty odnaleźli opuszczony szpital. Drugą natomiast był
wasz wychowawca, dwóch strażników oraz Zenki, który obawiał się
wszystkiego. Obie grupy natknęły się na siebie właśnie przed
wejściem. Sera-sensei miał już zadać im pytanie co tu robią, gdy
do ich uszu doszedł przeraźliwy krzyk. A po chwili z dachu spadły
dwa ciała. Pierwsze to było ciało mrocznego natomiast drugie było
ciało dziewczyny. Mroczny nie żył a dziewczyna straciła
przytomność. Od razu przy niej pojawił się Zenki, który uchronił
jej ciało przed zetknięciem z ziemią. Szybko sprawdził jej puls i
odetchnął z ulgą, gdy go wyczuł. Wzmocnił swój chwyt a po chwili
z jego pleców wyłoniły się skrzydła. Spojrzał na dorosłych a
chwile później na nastolatków.
- Zabieram ją, a wy chodźcie tu. Zabiorę was.- powiedział zimnym, tonem nieznoszącym sprzeciwu. Ci podeszli do niego, a ten otulił ich swoimi skrzydłami i przeniósł do gabinetu pielęgniarki. Kobieta spojrzała na nich a gdy ujrzała nieprzytomną dziewczynę nakazała ją położyć a reszcie wyjść. Toyoi nic nie powiedział, tylko wygonił pozostałych. „ No to teraz zacznie się istna zabawa-piekło.” pomyślał tengu opierając się o drzwi do pomieszczenia...
- Zabieram ją, a wy chodźcie tu. Zabiorę was.- powiedział zimnym, tonem nieznoszącym sprzeciwu. Ci podeszli do niego, a ten otulił ich swoimi skrzydłami i przeniósł do gabinetu pielęgniarki. Kobieta spojrzała na nich a gdy ujrzała nieprzytomną dziewczynę nakazała ją położyć a reszcie wyjść. Toyoi nic nie powiedział, tylko wygonił pozostałych. „ No to teraz zacznie się istna zabawa-piekło.” pomyślał tengu opierając się o drzwi do pomieszczenia...
~* ~
Witam, was moi kochaniu czytelnicy. Co tam u was słychać? Mamy piękny maj, my czujemy tę przyjemną atmosferę zbliżających się wakacji a my pragniemy już zakończyć tegoroczną edukację.... Jak zawsze mam nadzieje iż notka wam się spodoba i proszę o komentarze z waszymi opiniami. A w prezencie, oko Anki :P
Witam, was moi kochaniu czytelnicy. Co tam u was słychać? Mamy piękny maj, my czujemy tę przyjemną atmosferę zbliżających się wakacji a my pragniemy już zakończyć tegoroczną edukację.... Jak zawsze mam nadzieje iż notka wam się spodoba i proszę o komentarze z waszymi opiniami. A w prezencie, oko Anki :P
poniedziałek, 11 stycznia 2016
Rozdział 10
Obudziło
mnie mocne potrząsanie. Czułam pod plecami chłód lekko wilgotnej
trawy, do nozdrzy dolatywała świeża porcja tlenu a ja zmagałam
się z okropnym bólem głowy ale też całego ciała. Powoli
starałam otworzyć oczy, jednakże czułam na nich jakiś
niesłychanie ciężki ciężar. Co jest? Ponawiam próbę, lecz i
tym razem zakończyła się ona klęską. Nosz kurwa! Czy to tak
trudno otworzyć te popieprzone oczy?! Wściekła na odmawiające mi
posłuszeństwa ciało widziałam oczyma wyobraźni jak moja
wojownicza część mnie jest gotowa do boju, aby tylko skopać
dupsko tej leniwiej powłoce, która uważa się za moje ciało. Tym
razem gdy spróbowałam unieść powieki, me łaskawe ciałeczko
zechciało mi na to pozwolić i już po chwili ujrzałam rozmazany
obraz. Widziałam czyjeś cienie oraz przedostające się nad ich
głowami światło słoneczne, które nawiasem mówiąc cholernie
mnie wkurwiało. Po jaką cholerę świecisz mi prosto w oczy ty
pojebana kulo ognia?! Nie mogłaś wybrać kogoś innego i tej osobie
drażnić oczy?! Staram się przyzwyczaić do światła lecz to nic
nie daje, przez co mrużę powieki i po chwili orientuje się kto do
mnie mówi i kto mną potrząsa. To Hinata. Chce się podnieść,
zrobić cokolwiek aby go uspokoić i aby przestał tak mocno mną
potrząsać, lecz nie mogę. Mrugam oczami i udaje otworzyć mi się
moje usta, lecz nie mogę nic powiedzieć. Co się dzieje do jasnej
anielki? Czemu nie widzisz iż mam otwarte oczy i usta?! Halo!! „
Może tak naprawdę nic nie widzi?” pyta mnie moja świadomość.
Ale jak to? Czyżby to co teraz niby robię jest jedynie złudzeniem?
„ Dokładnie. A teraz, czas obudzić się z tego letargu i wziąć
się w garść.” odpowiada na moje pytanie, jak zawsze rzeczowo.
Zastanawiam się czy inni też rozmawiają ze sobą? Albo raczej ze
swoją świadomością? Raczej nie, no ale nie mogę mieć pewności.
Przecież nigdy z nikim o tym nie rozmawiałam, nawet z
psychologiem... Ech, koniec tego dobrego. „ Dokładnie! A teraz
rusz te swoje cztery litery i wstawaj!” krzyczy moja pobudliwość.
Jak zawsze pobudliwa i pragnąca rwania się do akcji. Powoli, tym
razem naprawdę uniosłam powieki i ujrzałam parę soczyście
zielonych oczu. Miały odcień przepięknej trawy podczas zachodu
słońca, a w nich widać było troskę i ulgę? Po chwili dotarło
do mnie w czyje oczy się wpatruje i już miałam podnieść się z
niego, gdy coś mnie powstrzymało od tego. Czyjeś dłonie, których
dotyk palił moją skórę. Krzyknęłam, tym razem wszyscy mnie
usłyszeli. Od razu ktoś się przy nas pojawił. Był to Hinata.
Szybko zabrał mnie od tengu, przechwytując mnie do swoich ramion.
Myślałam iż poczuję ulgę, gdy para palących dłoni puści moje
ciało, lecz ból jedynie się zmógł. Czułam jak całe ciało mi
płonie oraz szczypie. Jednak tym razem zacisnęłam usta, nie
pozwalając wydobyć się ze swojego gardła krzykowi. Spojrzałam na
Hinatę. Nie wiem czy ujrzał w moich oczach ból lub lęk, ale od
razu spojrzał w czyjąś stronę.
- Zabieram ją do pielęgniarki.- odpowiedział po czym odwrócił się od innych i ruszył biegiem przed siebie. Odruchowo chwyciłam go w szyi, bojąc się aby mnie nie upuścił z czego się zaśmiał. Dziesięć minut później leżałam na kozetce a pielęgniarka spoglądała na mojego przyjaciela.
- Może zostać.- powiedziałam nim kobieta zdążyłaby go wygonić z pomieszczenia. Ta jedynie westchnęła. Ten posłał mi ten swój zabójczy uśmiech, a ja posłałam mu blady uśmiech.
- Dobra, ale młody odwróć się. A ty młoda zdejmuj bluzkę. Wyczuwam na twoim ciele krew.- powiedziała poprawiając swoje czarne niczym heban, długie włosy. Westchnęłam, robiąc to o co mnie poprosiła. Syknęłam z bólu, gdy tylko lekko uniosłam ubrania.
- Przestań, bo bardziej otworzysz te rany. Kładź się na plecach.- rozkazała co uczyniłam od razu. Nachyliła się nade mną, sięgnęła po nożyczki i pocięła ją. Pisnęłam gdy poczułam chłód stali na moim ciele. Ta zachłysnęła się powietrzem a ja na nią spojrzałam. O co jej chodzi? Czy coś jest z moim ciałem nie tak? Szybko zerknęłam w dół i gwałtownie usiadłam. Nic mnie nie bolało! Ale jak to?! Przecież przed chwilą mówiła iż mam jakieś rany!! Zaczęłam się obmacywać, co jakiś czas przyciskając palce odrobinę mocnej w miejsca gdzie jeszcze niedawno czułam ból i nic! Całe szczęście nie byłam sama w tym szoku. Jednak po chwili doktorka się otrząsnęła, odwróciła się do jakieś szafki a ja miałam już na sobie białą koszulę. Dalej nie mogłam przywyknąć do tej szybkiej zmiany ubrań. Dalej wolę jednak tradycyjne zakładanie i zdejmowanie, chodź ta zdolność ma swoje plusy i minusy. Hinata odwrócił się w naszą stronę, po czym podszedł do kozetki naprzeciwko mnie. Doktorka sięgnęła po jakąś teczkę i po chwili ogarnęłam iż to moja karta medyczna. Zerknęła do niej a my wpatrywaliśmy się w jej twarz.
- jak często miewasz omdlenia?- spytała po pewnym czasie, dalej na nas nie patrząc. Jak często? Prawie co trzy dni, jeśli te wizje nie skończą się w nocy. Zerknęłam na Hinatę, a później na panią doktor. Jak wiele mogłam powiedzieć? Ach przepraszam, zadałam sobie złe pytanie. Ile w ogóle ja sama wiem? Co mam im powiedzieć? Czy mogę im ufać? Spojrzałam znów na chłopaka i widziałam jego zatroskane, psie spojrzenie. I chyba to zdecydowało. Przecież, chciałam komuś powiedzieć o swoich wizjach, komuś kto nie jest tym zadufanym w sobie lalusiem. Westchnęłam, przeczesując palcami włosy. Opadłam na kozetkę, przymknęłam powieki. Wolałam mówić, jeśli na nich nie patrzę. W każdej chwili mogłabym zmienić zdanie a tego w tym momencie mi nie trzeba.
- Co trzy dni, od prawie sześciu miesięcy.
- Wysypiasz się prawidłowo?
- Nie.
- Dlaczego?
- Gdybym wiedziała to bym powiedziała. Nie wiem. Po prostu od września nie mogę spać. Nieważne o której pójdę spać zawsze budzę się o trzeciej rano.- powiedziałam zakrywając dłońmi oczy. Wolałam puki co nie wspominać o wizjach ani o tym iż przy Zenkim normalnie przesypiam całą noc.
- Brałaś jakieś tabletki na sen?
- Tak, lecz nie pomagały.
- Rozumiem. No cóż, powinnam zostawić cię na obserwacji, lecz nie widzę niczego co byłoby godne uwagi. Takie wypadki z ranami jakie miałaś przed chwilą są naturalne u osób, które dopiero co odkrywają swoje demoniczne zdolności. U ciebie otworzyły się wszystkie twoje stare rany, jakie nazbierałaś przez ostatni rok. Co do tych omdleń oraz nieprzespanych nocy, to chce cię tu widzieć o dwudziestej drugiej, będę musiała sprawdzić, czemu nie możesz spać dłużej niż do trzeciej.
- Rozumiem. W takim razie my już wyjdziemy.- stwierdziłam, podnosząc się z kozetki. Ukłoniliśmy się i opuściliśmy pomieszczenie. Wyszliśmy na zewnątrz, chciałam już pójść do stołówki, bo zaczynałam robić się głodna. Szykowałam się do zejścia ze schodów, gdy ten chwycił mnie za nadgarstek i pociągnął w stronę jak się okazało swojego domku.
- Co ty robisz?- spytałam gdy przyśpieszyliśmy. Po chwili wdrapaliśmy się na dach, na którym położył się wygodnie, to samo nakazując mi bym uczyniła. Nie chciałam. Miałam ochotę zrobić sobie coś do jedzenia oraz posłuchać muzyki siedząc na ambonie.
- O co chodzi?
- To raczej moje pytanie. Co się tak właściwie stało? Nie wmówisz mi tak jak tej starej babie iż po prostu zemdlałaś ani te ślady. Widziałem je oraz wyczuwałem zapach krwi gdy cię niosłem.
- Ale co ma piernik do wiatraka?- spytałam, siadając po turecku i zabrałam się do iście interesującego zajęcia, a mianowicie, bawienia sznurówkami.
- Tyle samo liter. A teraz tak na poważnie. Co się dzieje?- spojrzał mi w oczy, jednocześnie łapiąc mnie za twarz bym mu nie uciekła. Oczywiście starałam wyszarpnąć moją twarz z jego uścisku, lecz to dało przeciwny efekt. Zacisnął po prostu palce na moich policzkach.
- N I C- przeliterowałam mu niewyraźnie. Nagle ten zrobił coś czego bym się nie spodziewała. Pocałował mnie. Lecz to był dość dziwny pocałunek. Spojrzałam mu w oczy, chcąc po raz drugi spróbować wyszarpnąć mu się, jednak nie mogłam. Jego wzrok był pusty, niczym martwy. Przestraszyłam się oraz poczułam jakieś dziwne uczucie, czyjejś obecności we mnie. Ktoś był w mojej głowie i w niej grzebał. Dosłownie! Ktoś przeglądał moje filmy, puszczając je jednocześnie mi. Wszystkie wspomnienia z ostatnich trzech lat! Wypadek, odrzucenie, gwałt, koszmary, wizje, śmierć rodziny.... Nie, nie, nie! Krzyczałam chcąc się z tego wyrwać. I udało się. Ookai oderwał się ode mnie i chciał coś powiedzieć, ale mu na to nie pozwoliłam. Dałam mu z pięści w szczękę i uciekłam....
Pierwszy raz tak bardzo pragnęłam by był przy mnie Mateusz, tak bardzo chciałam zostać przytulona oraz pocieszona. Nagle na kogoś wpadłam i o zgrozo, był to Zenki. Byłam tak na niego zła, za to iż mnie okłamał. Jednak teraz nie miało to dla mnie znaczenia. Chciałam by mnie ktoś przytulił, wysłuchał. Dlatego niewiele myśląc rzuciłam mu się na szyję, tym samym go jak i siebie zaskakując. Na szczęście złapał mnie, uczepiłam się go niczym małpka, chowając swoją twarz pomiędzy jego szyją a obojczykiem.
- Coś się stało?- spytał szczerze zaskoczony oraz zmartwiony.- Czy doktorka powiedziała coś dziwnego? A może miałaś wizję?
- Mhm.- zaprzeczyłam niepewnie sama nie wiedząc czemu to robię.
- Chcesz gdzieś iść? Z dala od tego miejsca i porozmawiać?- przytaknęłam. Tak rozmowa dobrze zrobi. Toż to przecież najlepsza zaraz po biciu forma rozwiązywania konfliktów. Lecz raczej rozmowa jest na pierwszym miejscu.. Ruszył krok do przodu a ja odruchowo wzmocniłam swój chwyt na co lekko zachichotał.- Nie ma się czego bać.- szepnął po czym poczułam mocne szarpnięcie, a chwilę później wyczuwałam znany mi dobrze zapach. Otworzyłam oczy i znów ujrzałam jak zawsze niesamowity widok. Mimowolnie rozczuliłam się nad nim i tak bardzo zapragnęłam mieć przy sobie aparat. Takie cuda natury trzeba uwieczniać, by więcej osób widziało piękną oraz dobro w codzienności. Widok zachodzącego słońca, którego promienie słoneczne zdobiły drzewa ciemniejszą barwą oraz wydłużając ich cienie, na pełną zieleni i kwitnących polnych kwiatów łąkę a przecinająca ją na pół rzeka mieniła się w przeróżnych kolorach... Wait, czemu ja tak to wyraźnie widzę? Przecież mam soczewki i no dobra jakaś różnica w widzeniu jest, ale nie żeby aż taka! Zamrugałam parę razy powiekami i znów widziałam normalnie. Rozejrzałam się. I znów mimowolnie się uśmiechnęłam. Znajdowaliśmy się na jednej z ambon, które znałam tylko ja. Ale skąd on to wiedział? Czy to ma coś wspólnego z tym rytuałem? Ech, kobieto w coś ty się wpakowała? Chciałam już z niego zeskoczyć, bo cóż czułam się trochę, a raczej bardzo niezręcznie. Boże, co mną kierowało gdy na niego skoczyłam?! Jednak mi na to nie pozwolił bo ruszyliśmy do ławki przy oknie do strzelania do zwierząt. Usiedliśmy i już planowałam ześlizgnięcie się z jego kolan, lecz znów mi to uniemożliwił, przytrzymując moje plecy i tym razem samemu chowając swoją twarz w moich włosach. Pisnęłam czując jego chłodny nos na swojej szyi. Automatycznie zesztywniałam. Dość dawno, nie byłam w takiej pozycji z mężczyzną i no cóż czułam się niezręcznie. Co innego siedząc tak z Hinatą, ale z kimś innym to na pewno nie! Spokojnie, musisz do tego przywyknąć, po raz kolejny. Jego dotyk nie gryzie. Mówiła do mnie moja podświadomość, chcąc dodać mi otuchy i odwagi. Właśnie! Wdech i wydech, wdech i wydech..
- Wybacz.- powiedział po paru minutach ciszy. Posłałam mu pytające spojrzenie, którego oczywiście nie widział. Za co mnie przeprasza? Jeśli sama miałabym zgadywać, to cóż byłaby z tego długa lista.
- Za co konkretnie? - spytałam, patrząc na widok przede mną. Ten dalej się ode mnie nie odsunął. Co z izdebka mnie irytowało. Co on małe dziecko?.. No dobra ja nie lepsza z moim dzisiejszym zachowaniem, ale no! Jestem kobietą! I w odróżnieniu od faceta więcej cierpię nawet w normalnych warunkach..
- Za to, że nie powiedziałem ci o miejscu wycieczki...
- No właśnie. Poza tym okłamałeś mnie. Oni mieli żyć, jak się zgodzę na twój warunek.- warknęłam przerywając mu. Tym razem odsunął się ode mnie, tak iż patrzyliśmy sobie w oczy.
- Nieprawda. Powiedziałem iż ich skrzeszę a ty spotkasz się z nimi dopiero na naszym ślubie..
- W takim razie czemu?- znów mu przerwałam, przez co zakrył mi usta dłonią.
- Dasz mi skończyć?
- Mmo- powiedziałam niewyraźnie, z czego się cham zaśmiał! Niech tylko poczeka. Już mu za to zapłacę!
- Wskrzeszanie nie jest takie łatwe oraz szybkie jak większość osób myśli. Gdy się kogoś wskrzesza oddaje mu się odrobinę swej duszy jak i energii magicznej. Dlatego skrzesze ich kilka dni przed naszym ślubem. Koniec kropka.. Teraz zdejmę ci z ust dłoń a ty opowiesz mi co widziałaś. Lub możemy to inaczej rozegrać.- powiedział z niebezpiecznym błyskiem w oku. Jak to „inaczej rozegrać”? Posłałam mu pytające spojrzenie, na co ten jedynie zdjął dłoń z moich ust. No i co miałabym mu powiedzieć? Że widziałam jakiegoś psychopatycznego trupa z anoreksją? Że też nie mam przy sobie tego rysunku, no ile bym za to dała. Może on by wiedział co to jest.. Nagle coś zapiekło mnie w tylnej kieszeni spodni. Podniosłam się, wsadziłam do niej dłoń i wyciągnęłam, o cholera, mój rysunek! Ale jakim cudem on się tam znalazł?! Z lekko drżącymi palcami podałam mu go. Ten zaciekawiony rozłożył go a gdy tylko ujrzał zawartość kartki, jego mina była po prostu straszna. Przez mój kręgosłup przebiegł porządny dreszcz oraz poczułam mrowienie w prawym nadgarstku. Mój instynkt podpowiadał iż coś złego się stało lub niebawem stanie.
- Kiedy to narysowałaś?
- No jakieś trzy dni temu... Po pierwszej wizji, a co?
- A wiesz kogo narysowałaś?- zaprzeczyłam.- To moja droga jest marionetkarz. Mroczny kategorii II. Chyba to ci ktoś powiedział?- znów zaprzeczyłam.
- Tylko wiem o kategoriach. O mrocznych, którzy są w danej z nich miałam dostać od wychowawcy książkę z ich klasyfikacjami.- ten jedynie westchnął, po czym w jego dłoni pojawiła się mała, ale za to gruba książeczka.
- Proszę, to moja osobista książeczka z wszystkimi mrocznymi. Taką jak ja posiadają jedynie następcy, ale ty będziesz moją żoną, więc też jako tako masz do niej prawo. Możesz z niej korzystać do czasu aż nie dostaniesz swojej. Proszę cię, abyś się z nią dokładnie zapoznała i o nie pokazywanie jej nikomu. Ona no cóż ma swój specyficzny styl czytania , dlatego obchodź się z nią ostrożnie.- powiedział kładąc nacisk na słowo „czytania”. Ciekawe co miał na myśli....
- Zabieram ją do pielęgniarki.- odpowiedział po czym odwrócił się od innych i ruszył biegiem przed siebie. Odruchowo chwyciłam go w szyi, bojąc się aby mnie nie upuścił z czego się zaśmiał. Dziesięć minut później leżałam na kozetce a pielęgniarka spoglądała na mojego przyjaciela.
- Może zostać.- powiedziałam nim kobieta zdążyłaby go wygonić z pomieszczenia. Ta jedynie westchnęła. Ten posłał mi ten swój zabójczy uśmiech, a ja posłałam mu blady uśmiech.
- Dobra, ale młody odwróć się. A ty młoda zdejmuj bluzkę. Wyczuwam na twoim ciele krew.- powiedziała poprawiając swoje czarne niczym heban, długie włosy. Westchnęłam, robiąc to o co mnie poprosiła. Syknęłam z bólu, gdy tylko lekko uniosłam ubrania.
- Przestań, bo bardziej otworzysz te rany. Kładź się na plecach.- rozkazała co uczyniłam od razu. Nachyliła się nade mną, sięgnęła po nożyczki i pocięła ją. Pisnęłam gdy poczułam chłód stali na moim ciele. Ta zachłysnęła się powietrzem a ja na nią spojrzałam. O co jej chodzi? Czy coś jest z moim ciałem nie tak? Szybko zerknęłam w dół i gwałtownie usiadłam. Nic mnie nie bolało! Ale jak to?! Przecież przed chwilą mówiła iż mam jakieś rany!! Zaczęłam się obmacywać, co jakiś czas przyciskając palce odrobinę mocnej w miejsca gdzie jeszcze niedawno czułam ból i nic! Całe szczęście nie byłam sama w tym szoku. Jednak po chwili doktorka się otrząsnęła, odwróciła się do jakieś szafki a ja miałam już na sobie białą koszulę. Dalej nie mogłam przywyknąć do tej szybkiej zmiany ubrań. Dalej wolę jednak tradycyjne zakładanie i zdejmowanie, chodź ta zdolność ma swoje plusy i minusy. Hinata odwrócił się w naszą stronę, po czym podszedł do kozetki naprzeciwko mnie. Doktorka sięgnęła po jakąś teczkę i po chwili ogarnęłam iż to moja karta medyczna. Zerknęła do niej a my wpatrywaliśmy się w jej twarz.
- jak często miewasz omdlenia?- spytała po pewnym czasie, dalej na nas nie patrząc. Jak często? Prawie co trzy dni, jeśli te wizje nie skończą się w nocy. Zerknęłam na Hinatę, a później na panią doktor. Jak wiele mogłam powiedzieć? Ach przepraszam, zadałam sobie złe pytanie. Ile w ogóle ja sama wiem? Co mam im powiedzieć? Czy mogę im ufać? Spojrzałam znów na chłopaka i widziałam jego zatroskane, psie spojrzenie. I chyba to zdecydowało. Przecież, chciałam komuś powiedzieć o swoich wizjach, komuś kto nie jest tym zadufanym w sobie lalusiem. Westchnęłam, przeczesując palcami włosy. Opadłam na kozetkę, przymknęłam powieki. Wolałam mówić, jeśli na nich nie patrzę. W każdej chwili mogłabym zmienić zdanie a tego w tym momencie mi nie trzeba.
- Co trzy dni, od prawie sześciu miesięcy.
- Wysypiasz się prawidłowo?
- Nie.
- Dlaczego?
- Gdybym wiedziała to bym powiedziała. Nie wiem. Po prostu od września nie mogę spać. Nieważne o której pójdę spać zawsze budzę się o trzeciej rano.- powiedziałam zakrywając dłońmi oczy. Wolałam puki co nie wspominać o wizjach ani o tym iż przy Zenkim normalnie przesypiam całą noc.
- Brałaś jakieś tabletki na sen?
- Tak, lecz nie pomagały.
- Rozumiem. No cóż, powinnam zostawić cię na obserwacji, lecz nie widzę niczego co byłoby godne uwagi. Takie wypadki z ranami jakie miałaś przed chwilą są naturalne u osób, które dopiero co odkrywają swoje demoniczne zdolności. U ciebie otworzyły się wszystkie twoje stare rany, jakie nazbierałaś przez ostatni rok. Co do tych omdleń oraz nieprzespanych nocy, to chce cię tu widzieć o dwudziestej drugiej, będę musiała sprawdzić, czemu nie możesz spać dłużej niż do trzeciej.
- Rozumiem. W takim razie my już wyjdziemy.- stwierdziłam, podnosząc się z kozetki. Ukłoniliśmy się i opuściliśmy pomieszczenie. Wyszliśmy na zewnątrz, chciałam już pójść do stołówki, bo zaczynałam robić się głodna. Szykowałam się do zejścia ze schodów, gdy ten chwycił mnie za nadgarstek i pociągnął w stronę jak się okazało swojego domku.
- Co ty robisz?- spytałam gdy przyśpieszyliśmy. Po chwili wdrapaliśmy się na dach, na którym położył się wygodnie, to samo nakazując mi bym uczyniła. Nie chciałam. Miałam ochotę zrobić sobie coś do jedzenia oraz posłuchać muzyki siedząc na ambonie.
- O co chodzi?
- To raczej moje pytanie. Co się tak właściwie stało? Nie wmówisz mi tak jak tej starej babie iż po prostu zemdlałaś ani te ślady. Widziałem je oraz wyczuwałem zapach krwi gdy cię niosłem.
- Ale co ma piernik do wiatraka?- spytałam, siadając po turecku i zabrałam się do iście interesującego zajęcia, a mianowicie, bawienia sznurówkami.
- Tyle samo liter. A teraz tak na poważnie. Co się dzieje?- spojrzał mi w oczy, jednocześnie łapiąc mnie za twarz bym mu nie uciekła. Oczywiście starałam wyszarpnąć moją twarz z jego uścisku, lecz to dało przeciwny efekt. Zacisnął po prostu palce na moich policzkach.
- N I C- przeliterowałam mu niewyraźnie. Nagle ten zrobił coś czego bym się nie spodziewała. Pocałował mnie. Lecz to był dość dziwny pocałunek. Spojrzałam mu w oczy, chcąc po raz drugi spróbować wyszarpnąć mu się, jednak nie mogłam. Jego wzrok był pusty, niczym martwy. Przestraszyłam się oraz poczułam jakieś dziwne uczucie, czyjejś obecności we mnie. Ktoś był w mojej głowie i w niej grzebał. Dosłownie! Ktoś przeglądał moje filmy, puszczając je jednocześnie mi. Wszystkie wspomnienia z ostatnich trzech lat! Wypadek, odrzucenie, gwałt, koszmary, wizje, śmierć rodziny.... Nie, nie, nie! Krzyczałam chcąc się z tego wyrwać. I udało się. Ookai oderwał się ode mnie i chciał coś powiedzieć, ale mu na to nie pozwoliłam. Dałam mu z pięści w szczękę i uciekłam....
Pierwszy raz tak bardzo pragnęłam by był przy mnie Mateusz, tak bardzo chciałam zostać przytulona oraz pocieszona. Nagle na kogoś wpadłam i o zgrozo, był to Zenki. Byłam tak na niego zła, za to iż mnie okłamał. Jednak teraz nie miało to dla mnie znaczenia. Chciałam by mnie ktoś przytulił, wysłuchał. Dlatego niewiele myśląc rzuciłam mu się na szyję, tym samym go jak i siebie zaskakując. Na szczęście złapał mnie, uczepiłam się go niczym małpka, chowając swoją twarz pomiędzy jego szyją a obojczykiem.
- Coś się stało?- spytał szczerze zaskoczony oraz zmartwiony.- Czy doktorka powiedziała coś dziwnego? A może miałaś wizję?
- Mhm.- zaprzeczyłam niepewnie sama nie wiedząc czemu to robię.
- Chcesz gdzieś iść? Z dala od tego miejsca i porozmawiać?- przytaknęłam. Tak rozmowa dobrze zrobi. Toż to przecież najlepsza zaraz po biciu forma rozwiązywania konfliktów. Lecz raczej rozmowa jest na pierwszym miejscu.. Ruszył krok do przodu a ja odruchowo wzmocniłam swój chwyt na co lekko zachichotał.- Nie ma się czego bać.- szepnął po czym poczułam mocne szarpnięcie, a chwilę później wyczuwałam znany mi dobrze zapach. Otworzyłam oczy i znów ujrzałam jak zawsze niesamowity widok. Mimowolnie rozczuliłam się nad nim i tak bardzo zapragnęłam mieć przy sobie aparat. Takie cuda natury trzeba uwieczniać, by więcej osób widziało piękną oraz dobro w codzienności. Widok zachodzącego słońca, którego promienie słoneczne zdobiły drzewa ciemniejszą barwą oraz wydłużając ich cienie, na pełną zieleni i kwitnących polnych kwiatów łąkę a przecinająca ją na pół rzeka mieniła się w przeróżnych kolorach... Wait, czemu ja tak to wyraźnie widzę? Przecież mam soczewki i no dobra jakaś różnica w widzeniu jest, ale nie żeby aż taka! Zamrugałam parę razy powiekami i znów widziałam normalnie. Rozejrzałam się. I znów mimowolnie się uśmiechnęłam. Znajdowaliśmy się na jednej z ambon, które znałam tylko ja. Ale skąd on to wiedział? Czy to ma coś wspólnego z tym rytuałem? Ech, kobieto w coś ty się wpakowała? Chciałam już z niego zeskoczyć, bo cóż czułam się trochę, a raczej bardzo niezręcznie. Boże, co mną kierowało gdy na niego skoczyłam?! Jednak mi na to nie pozwolił bo ruszyliśmy do ławki przy oknie do strzelania do zwierząt. Usiedliśmy i już planowałam ześlizgnięcie się z jego kolan, lecz znów mi to uniemożliwił, przytrzymując moje plecy i tym razem samemu chowając swoją twarz w moich włosach. Pisnęłam czując jego chłodny nos na swojej szyi. Automatycznie zesztywniałam. Dość dawno, nie byłam w takiej pozycji z mężczyzną i no cóż czułam się niezręcznie. Co innego siedząc tak z Hinatą, ale z kimś innym to na pewno nie! Spokojnie, musisz do tego przywyknąć, po raz kolejny. Jego dotyk nie gryzie. Mówiła do mnie moja podświadomość, chcąc dodać mi otuchy i odwagi. Właśnie! Wdech i wydech, wdech i wydech..
- Wybacz.- powiedział po paru minutach ciszy. Posłałam mu pytające spojrzenie, którego oczywiście nie widział. Za co mnie przeprasza? Jeśli sama miałabym zgadywać, to cóż byłaby z tego długa lista.
- Za co konkretnie? - spytałam, patrząc na widok przede mną. Ten dalej się ode mnie nie odsunął. Co z izdebka mnie irytowało. Co on małe dziecko?.. No dobra ja nie lepsza z moim dzisiejszym zachowaniem, ale no! Jestem kobietą! I w odróżnieniu od faceta więcej cierpię nawet w normalnych warunkach..
- Za to, że nie powiedziałem ci o miejscu wycieczki...
- No właśnie. Poza tym okłamałeś mnie. Oni mieli żyć, jak się zgodzę na twój warunek.- warknęłam przerywając mu. Tym razem odsunął się ode mnie, tak iż patrzyliśmy sobie w oczy.
- Nieprawda. Powiedziałem iż ich skrzeszę a ty spotkasz się z nimi dopiero na naszym ślubie..
- W takim razie czemu?- znów mu przerwałam, przez co zakrył mi usta dłonią.
- Dasz mi skończyć?
- Mmo- powiedziałam niewyraźnie, z czego się cham zaśmiał! Niech tylko poczeka. Już mu za to zapłacę!
- Wskrzeszanie nie jest takie łatwe oraz szybkie jak większość osób myśli. Gdy się kogoś wskrzesza oddaje mu się odrobinę swej duszy jak i energii magicznej. Dlatego skrzesze ich kilka dni przed naszym ślubem. Koniec kropka.. Teraz zdejmę ci z ust dłoń a ty opowiesz mi co widziałaś. Lub możemy to inaczej rozegrać.- powiedział z niebezpiecznym błyskiem w oku. Jak to „inaczej rozegrać”? Posłałam mu pytające spojrzenie, na co ten jedynie zdjął dłoń z moich ust. No i co miałabym mu powiedzieć? Że widziałam jakiegoś psychopatycznego trupa z anoreksją? Że też nie mam przy sobie tego rysunku, no ile bym za to dała. Może on by wiedział co to jest.. Nagle coś zapiekło mnie w tylnej kieszeni spodni. Podniosłam się, wsadziłam do niej dłoń i wyciągnęłam, o cholera, mój rysunek! Ale jakim cudem on się tam znalazł?! Z lekko drżącymi palcami podałam mu go. Ten zaciekawiony rozłożył go a gdy tylko ujrzał zawartość kartki, jego mina była po prostu straszna. Przez mój kręgosłup przebiegł porządny dreszcz oraz poczułam mrowienie w prawym nadgarstku. Mój instynkt podpowiadał iż coś złego się stało lub niebawem stanie.
- Kiedy to narysowałaś?
- No jakieś trzy dni temu... Po pierwszej wizji, a co?
- A wiesz kogo narysowałaś?- zaprzeczyłam.- To moja droga jest marionetkarz. Mroczny kategorii II. Chyba to ci ktoś powiedział?- znów zaprzeczyłam.
- Tylko wiem o kategoriach. O mrocznych, którzy są w danej z nich miałam dostać od wychowawcy książkę z ich klasyfikacjami.- ten jedynie westchnął, po czym w jego dłoni pojawiła się mała, ale za to gruba książeczka.
- Proszę, to moja osobista książeczka z wszystkimi mrocznymi. Taką jak ja posiadają jedynie następcy, ale ty będziesz moją żoną, więc też jako tako masz do niej prawo. Możesz z niej korzystać do czasu aż nie dostaniesz swojej. Proszę cię, abyś się z nią dokładnie zapoznała i o nie pokazywanie jej nikomu. Ona no cóż ma swój specyficzny styl czytania , dlatego obchodź się z nią ostrożnie.- powiedział kładąc nacisk na słowo „czytania”. Ciekawe co miał na myśli....
*~*~*
Dochodziła
godzina dziewiętnasta, a więc i kolacja. Na samą wzmiankę o
jedzeniu mój brzuch się odezwał. Ach byłam tak głodna iż
zjadłabym konia z kopytami! Poklepałam się po brzuchu i szykowałam
się do wyjścia z domku, gdy moją uwagę przykuła rozmowa
prowadzona na zewnątrz. Rozpoznawałam dwa głosy. I oba należały
do osób z mojej klasy. Dyskretnie wyjrzałam przez szybę i ujrzałam
Kate oraz jej chłopaka... Jak mu tam było? A! Banri! Kłócili się
i z tego co słyszałam wynikało iż to scena rozstania. I to dość
dramatycznego. Tak, tak wiem iż nie ładnie jest podglądać oraz
podsłuchiwać, no ale! Mam dobre wytłumaczenie! Tak! Bo jeśli
wyjdę to no cóż będzie wielki przypał a poza tym jeśli będą
chcieli się pobić będę mogła to przerwać! Modrzę powiedziane!
Tak więc ukucnęłam sobie wygodnie i przypatrywałam im się
uważnie. Zaczęłam skupiać swoją uwagę na ich ruchach niż nad
tym co konkretnie mówią, co udało mi się uczynić już po
krótkiej chwili. Widziałam jak jego mięśnie się napinają a jego
lewa ręka lekko drga. Moje ciało zadziałało instynktownie.
Wystrzeliłam z domku, w tym samym momencie co jego dłoń kierowała
się w stronę jej twarzy. W ewidencji czego przyjęłam na siebie ten
cios. Oboje spojrzeli na mnie przestraszeni, lecz postanowiłam grać.
Przyłożyłam dłoń do piekącego mnie policzka i spojrzałam na
chłopaka z pretensjami.
- Gościu pojebało cię!? Czym ja sobie na to kurwa zasłużyłam?! Czy człowiek nie może sobie spokojnie wyjść z budynku na świeże powietrze? Lub mam może zakaz na udanie się na kolacje?!- krzyczałam na niego, przez co ten z zakłopotaniem na mnie spoglądał.
- Bardzo przepraszam, ale przy Kate leciał owad i chciałem go po prostu odstraszyć.- powiedział drapiąc się po głowie. Spojrzałam na niego z mordem w oczach, czego już nie udawałam.
- W takim razie spadaj bo ci coś jeszcze zrobię. Bo mój policzek cholernie imbecylu piecze!- krzyknęłam, odwracając się do niego plecami, po czym przeniosłam swoje spojrzenie na dziewczynę. Usłyszałam jak po cichu puszcza wiązankę przekleństw, jednocześnie jego kroki gdy schodził z ganka. Dyskretnie obejrzałam się, zza siebie i nigdzie go nie widziałam. Całe szczęście. Jego szczęście.
- Kate może pójdziemy razem na stołówkę? Bo umieram strasznie z głodu, a ty?- ta spojrzała wreszcie na mnie, trzepocząc rzęsami jakby dopiero co obudziła się z szoku.
- Cco? Ach nie. Podziękuje, lecz nie jestem głodna.- powiedziała, po czym udała się do domku. Podrapałam się po głowie, przy czym przypomniał o sobie mój brzuch. Zaśmiałam się i ruszyłam w stronę stołówki. Lecz będąc w połowie drogi zatrzymałam się i zmieniłam kierunek swojej drogi. Kurwa, czemu nie mogę nikogo samego zostawić? Spytałam sama siebie, po czym wbiegłam do domku. Rozejrzałam się uważnie, jednak jej tam nie było. W takim razie gdzie ona jest?! Pobiegłam do łazienki, lecz tam ujrzałam bardziej rozwalone lustro oraz kilka kropli niestartej krwi. Zaciągnęłam się powietrzem i mimowolnie oblizałam wargi. Wyciągnęłam rękę i dotknęłam jednego z rozbitych kawałków. Nagle przed oczami ujrzałam las. Czułam się okropnie, przerażona, poniżona. Oraz samotna. Dobrze znałam miejsce w którym była.. Nagle dostałam olśnienia! Te wszystkie wizje jakie przydarzyły mi się w ciągu tych kilku dni były wizją śmierci Kate! Odsunęłam dłoń od szkła po czym kierowana jakimś impulsem zlizałam krople krwi należącej do dziewczyny. Słyszałam jak cała moja krew zaczyna we mnie bulgotać! Dosłownie a ja sama chciałam więcej. To nie było to samo uczucie co podczas picia krwi tego tengu, lecz coś zupełnie innego. Zamknęłam oczy, wyprostowałam i wzięłam porządny haust powietrza, nim nie podjęłam decyzji. Gdy tylko otworzyłam oczy, wyciągnęłam telefon i napisałam krótkiego, ale zawierającego kilka informacji sms-a do Amu. „ Idę poszukać Kate, powiedz Zenkiemu by pokazał rysunek nauczycielowi i ogłosił stan gotowości...”. Telefon zostawiłam na swoim łóżku, po czym wystrzeliłam z budynku jak strzała wypuszczona z łuku. Miałam jeden cel. Znaleźć i sprowadzić całą i bezpieczną Kate....
- Gościu pojebało cię!? Czym ja sobie na to kurwa zasłużyłam?! Czy człowiek nie może sobie spokojnie wyjść z budynku na świeże powietrze? Lub mam może zakaz na udanie się na kolacje?!- krzyczałam na niego, przez co ten z zakłopotaniem na mnie spoglądał.
- Bardzo przepraszam, ale przy Kate leciał owad i chciałem go po prostu odstraszyć.- powiedział drapiąc się po głowie. Spojrzałam na niego z mordem w oczach, czego już nie udawałam.
- W takim razie spadaj bo ci coś jeszcze zrobię. Bo mój policzek cholernie imbecylu piecze!- krzyknęłam, odwracając się do niego plecami, po czym przeniosłam swoje spojrzenie na dziewczynę. Usłyszałam jak po cichu puszcza wiązankę przekleństw, jednocześnie jego kroki gdy schodził z ganka. Dyskretnie obejrzałam się, zza siebie i nigdzie go nie widziałam. Całe szczęście. Jego szczęście.
- Kate może pójdziemy razem na stołówkę? Bo umieram strasznie z głodu, a ty?- ta spojrzała wreszcie na mnie, trzepocząc rzęsami jakby dopiero co obudziła się z szoku.
- Cco? Ach nie. Podziękuje, lecz nie jestem głodna.- powiedziała, po czym udała się do domku. Podrapałam się po głowie, przy czym przypomniał o sobie mój brzuch. Zaśmiałam się i ruszyłam w stronę stołówki. Lecz będąc w połowie drogi zatrzymałam się i zmieniłam kierunek swojej drogi. Kurwa, czemu nie mogę nikogo samego zostawić? Spytałam sama siebie, po czym wbiegłam do domku. Rozejrzałam się uważnie, jednak jej tam nie było. W takim razie gdzie ona jest?! Pobiegłam do łazienki, lecz tam ujrzałam bardziej rozwalone lustro oraz kilka kropli niestartej krwi. Zaciągnęłam się powietrzem i mimowolnie oblizałam wargi. Wyciągnęłam rękę i dotknęłam jednego z rozbitych kawałków. Nagle przed oczami ujrzałam las. Czułam się okropnie, przerażona, poniżona. Oraz samotna. Dobrze znałam miejsce w którym była.. Nagle dostałam olśnienia! Te wszystkie wizje jakie przydarzyły mi się w ciągu tych kilku dni były wizją śmierci Kate! Odsunęłam dłoń od szkła po czym kierowana jakimś impulsem zlizałam krople krwi należącej do dziewczyny. Słyszałam jak cała moja krew zaczyna we mnie bulgotać! Dosłownie a ja sama chciałam więcej. To nie było to samo uczucie co podczas picia krwi tego tengu, lecz coś zupełnie innego. Zamknęłam oczy, wyprostowałam i wzięłam porządny haust powietrza, nim nie podjęłam decyzji. Gdy tylko otworzyłam oczy, wyciągnęłam telefon i napisałam krótkiego, ale zawierającego kilka informacji sms-a do Amu. „ Idę poszukać Kate, powiedz Zenkiemu by pokazał rysunek nauczycielowi i ogłosił stan gotowości...”. Telefon zostawiłam na swoim łóżku, po czym wystrzeliłam z budynku jak strzała wypuszczona z łuku. Miałam jeden cel. Znaleźć i sprowadzić całą i bezpieczną Kate....
****
No witam was w tym pięknym Nowym Roku. Jak wam minęły te święta? Bo mi wspaniale. Nie ma to jak spędzić trochę czasu z rodziną i porządnie się wyspać :)
A tu taka mała niespodzianka dla was. Starałam się zrobić taki rysunek świąteczny z Anią i Zenkim i mam nadzieje iż wam się spodoba :P
A tu taka mała niespodzianka dla was. Starałam się zrobić taki rysunek świąteczny z Anią i Zenkim i mam nadzieje iż wam się spodoba :P
Subskrybuj:
Posty (Atom)






